piątek, 8 stycznia 2016

ROZDZIAŁ XV

Moją głowę zaprzątało jedno pytanie: Czy chcę z Natanielem stracić dziewictwo?
-Eleno...
-Hmm?- spytałam cicho.
-Eleno, stój. Nie możemy tak, ja nie mogę, nie mogę ci tego zrobić.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka. Wyglądał na zmartwionego i speszonego jednocześnie.
-Jezu, Nataniel, przepraszam cię. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Przecież tak naprawdę nie chcę uprawiać z tobą seksu- nastała cisza- Kurcze... Nie, to nie tak, że nie chcę z tobą. Chodzi o to, że nie teraz, nie w takich okolicznościach, rozumiesz?- spytałam z nadzieją w głosie.
-Jasne... Ja, ja już chyba pójdę do domu.
-Nataniel...- nie posłuchał. Wyszedł z łazienki zostawiając drzwi szeroko otwarte. Słyszałam tylko oddalające się kroki chłopaka i dudniącą muzykę z parteru.
-Idiotka. Jesteś skończoną idiotką Elena. Idiotką i kretynką. Cholera- syknęłam i popędziłam za nim.
Zbiegłam po schodach. Gdy zeskoczyłam z ostatniego stopnia przeraziło mnie to co zobaczyłam. Na podłodze walało się pełno butelek i puszek po piwie. W jakimś kącie leżały nawet ubrania, razem z bielizną. Ludzie oblegali ściany całując się z innymi. Nawet lesbijki przywędrowały do mojego domu. Ktoś krzyknął moje imię. Zignorowałam to i wybiegłam przed dom.
-Nataniel?!- krzyknęłam. Cisza. Wyszłam przez furtkę. Z daleka zobaczyłam wolno idącą postać- Nataniel!- powtórzyłam już nieco głośniej podbiegając.
-Do mnie tak krzyczysz, ptaszyno?
-Huh?- podniosłam wzrok i zobaczyłam jakiegoś dziwnego mężczyznę. Wiek? Na oko przed trzydziestką. Ale nie wyglądał normalnie. Jego oczy były wielkie. Ogromne. A źrenice? Zdawać by się mogło, że są większe niż tęczówki. Jego uśmiech. Był szeroki, ale sztuczny. I ten śmiech. Przyprawiał mnie o ciarki. W jednej chwili pożałowałam, że opuściłam swój dom.
-Szukasz...- zlustrował mnie- sponsora?
-Co proszę?- spytałam zszokowana.
-No już, nie bądź taka. Nieźle się wystroiłaś maleńka- złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Poczułam niesamowicie odpychającą woń. Alkohol, narkotyki i papierosy. I jeszcze ta obrzydliwa woda kolońska. Zaczęło zbierać mi się na wymioty- Oj, nie rób takiej minki. Widzę jak na mnie patrzysz, cukiereczku. Potrzebujesz trochę kaski? Za jeden numerek może wpaść ci parę groszy- zarechotał.
-Puść mnie- powiedziałam cicho.
-Co tam mruczysz?- chuchnął mi w twarz.
-Puść mnie- warknęłam głośno.
-Mmm, widzę, że jesteś agresywna. Lubię takie młode i niegrzeczne suki- zaczął całować, a raczej gryźć moją szyję.
-Puszczaj mnie zboczeńcu!- usiłowałam się wyrwać z jego uścisku, ale nieudolnie.
Jego obrzydliwe ręce zaczęły wędrować do mojego biustu. Dłonią ścisnął jedną moją pierś i chciał wsunąć ją pod sukienkę. Cudem udało mi się wyswobodzić jedną rękę i z całej siły przywaliłam mu prawego sierpowego.
-Ty kurwo- syknął i zaczął ciągnąć mnie za sobą co chwila zaciskając rękę bardziej na moim nadgarstku.
Zaczęłam krzyczeć, ale w jednej chwili odwrócił się do mnie trzymając scyzoryk w ręku. Przyłożył mi go do szyi- Jeszcze jedno słowo. Zamilkłam- No, grzeczna dziewczynka- wyszczerzył swoje przeżółkłe zęby.
Popchnął mnie w stronę płotu. Wsadził swoją nogę między moje nogi. Sapnął głośno i oblizał się. Przysunął się bliżej. Momentalnie mój biust znalazł się w jego dłoniach. Ugniatał go z całej siły. Jego dotyk sprawiał tylko i wyłącznie ból. Była tak sparaliżowana, że nie byłam w stanie ruszyć się ani o milimetr. Jego ręka zawędrowała po wewnętrznej części uda aż do koronkowych majtek. Dotknął ich delikatnie i znów przerzucił się na uda. Jego palce były szorstkie i zimne. Okropne. Podciągnął moją sukienkę i usiłował zsunąć moje majtki. Gdy tylko zaczął wkładać w nie rękę...
-Aaaa!- wrzasnęłam i zerwałam się. Zdezorientowana patrzyłam wkoło. W oddali zauważyłam siedzącą postać- To znowu on- szepnęłam i zakryłam usta dłońmi. Zaczęłam się trząść. Zobaczyłam, że postać przybliża się do mnie szybko. Zacisnęłam oczy z przerażenia. Po chwili postać objęła mnie delikatnie i pocałowała w czoło.
-Ciii, już spokojnie. To tylko zły sen- jego głos był taki ciepły i miękki. Niepewnie otworzyłam oczy i ujrzałam te cudowne, złote tęczówki.
-Nataniel?- spytałam drżącym głosem.
-Jestem tu- dalej czule mnie uspokajał.
-Nie zostawiaj mnie nigdy więcej... Obiecaj mi to...
-Obiecuję- po tych słowach wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej.

poniedziałek, 12 października 2015

                                       ROZDZIAŁ XIV
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Gdzie on jest?!- gdy tylko drzwi się otworzyły, do domu weszła wściekła blondynka.
-Amber, co ty robisz u mnie w domu?
-Jak myślisz? Szukam swojego durnego brata.
-Ej, Nat wcale nie jest durny.
-Amber? Czego ty tutaj szukasz?- Nataniel do nas podszedł.
-Ciebie idioto.
-Nie pozwalaj sobie- upomniał ją.
-Co ty u niej robisz?- zjechała mnie wzrokiem od góry do dołu.
-Odwiedziłem ją, nie widać?
-Po co?
-A to już nie twój interes- warknęłam.
-Szykuje się jakaś impreza, tak? Wiesz, że jak rodzice się o tym dowiedzą...
-Ależ Amber- wtrąciłam- ty również jesteś zaproszona.
-Ja?
-Tak, możesz przyjść ze swoimi przyjaciółkami.
-Ale Kastiel też jest zaproszony?
-Taaak- skłamałam.
-Dobra, o której?
-O 20.
-Spoko, będziemy. Tym razem ci się upiekło- zwróciła się do brata i wyszła trzaskając drzwiami.
Wybuchnęłam śmiechem.
-Po co ją zapraszałaś?
-Żebyś ty mógł zostać. Poza tym, będzie ciekawie.
-Nie jeśli ten frajer tu będzie.
-Masz na myśli Kastiela? Nie jest zaproszony- uśmiechnęłam się wrednie.
-Ale powiedziałaś, że jest i...
-Kłamałam. Zobaczycie, będzie świetnie!
-Dobra Elena, trzeba się wyszykować!- dziewczyny zaczęły ciągnąć mnie do pokoju na górze.
-Dziewczyny, jest dopiero 19- oznajmił Lysander.
-Chciałeś powiedzieć JUŻ 19!- wrzasnęła białowłosa i zniknęłyśmy na piętrze.
Po niecałej godzinie byłyśmy już wyszykowane. Violetta miała na sobie obcisłą fioletową sukienkę i baleriny w tym samym kolorze. Rozalia założyła białą miniówkę i wysokie obcasy. Ja natomiast założyłam czarno-czerwoną sukienkę bez ramion, do tego czarne lity. Umalowałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Nie powiem, gdy byłyśmy na schodach, chłopakom opadły szczęki, dosłownie.
-Wyglądacie... łał!
-Dzięki Nat- delikatnie otarłam się o niego, gdy przechodziłyśmy. Chłopak spalił buraka i był wyraźnie zdziwiony, ale jednocześnie było widać, że to mu się podobało. Uśmiechnęłam się zalotnie, ale dyskretnie i udałam się do kuchni.
Dziewczyny włączyły muzykę, a goście zaczęli się schodzić. Przychodzili przyjaciele, znajomi i znajomi znajomych. W sumie dom był cały zapełniony ludźmi. Dużo tańczyłam, gadałam, śmiałam się z najbliższymi, ale po czasie zaczęłam tańczyć z zupełnie obcymi mi chłopakami. Po chwili ktoś złapał mnie za nadgarstek.
-Eleno, możemy pogadać na zewnątrz?
Nie rozróżniłam chłopaka, który ciągnął mnie za rękę. Dopiero gdy wyszliśmy do ogrodu z tyłu domu, rozpoznałam blond czuprynę.
-Co to było?- zapytał.
-Hę?- przyznaję, teraz dość trudno szło mi myślenie.
-Kiedy schodziłyście na dół.
-Chodzi ci o to?- spytałam i znów otarłam się o chłopaka. On jedynie przytaknął.
Tym razem otarłam udem o jego krocze.
-C-co ty robisz?- spytał. Mruknęłam niewyraźnie i przybliżyłam twarz do jego twarzy- Hej, chyba za dużo wypiłaś...
-Dlaczego tak uważasz?
-Bo na trzeźwo nigdy nie zrobiłabyś czegoś takiego. Nie ze mną.
-Nataniel!- ktoś krzyknął z domu.
-Czego?!
-Ktoś cię szuka.
Blondyn ruszył niechętnie do domu, a do mnie podszedł ktoś inny.
-Przemyślałaś sprawę?
-Ethan?- zmrużyłam oczy.
-I dlatego mnie zaprosiłaś?
Pewnie chodzi mu o nasz były i niedoszły związek, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc milczałam. Chwycił mój podbródek i uniósł delikatnie do góry. Alkohol, który wcześniej spożyłam, sprawił, że w jednej chwili zapragnęłam go całego. Momentalnie, przej jego ramie, ujrzałam Kastiela. Nie myśląc długo przyciągnęłam Ethana do siebie i pocałowałam go. Chłopak przejął inicjatywę i teraz ja stałam oparta o drzewo, a jego ciało praktycznie leżało na moim.
-Co wy robicie?!- wrzasnął czerwonowłosy podbiegając do nas.
Ethan odwrócił się i zgromił Kastiela wzrokiem.
-Całujemy się, ślepy jesteś?
-Uważaj sobie na słowa, chłopczyku.
-Możesz dać nam wreszcie święty spokój?
-Nie będziesz jej dotykał, rozumiesz?- warknął podchodząc do szatyna.
-Bo co?- zaśmiał się, a chłopak przywalił mu z pięści w twarz. Za chwilę Ethan mu oddał i tak narodziła się bójka. Przez chwilę stałam jak słup soli i patrzyłam się na zaistniałą sytuację. Dopiero po paru chwilach zreflektowałam się o co chodzi. Od razu krzyknęłam, żeby przestali, ale pozostawali głusi na moje prośby i rozkazy. Podeszłam do nich w celu ich rozdzielenia. Niestety nie skończyło się to dla mnie szczęśliwie, bo w jednej chwili zauważyłam nadlatującą pięść i poczułam ból, który po chwili zaczął być coraz bardziej intensywny. Osunęłam się na kolana zakrywając połowę twarzy dłonią. Muszę przyznać, że po tym ciosie oprzytomniałam.
-Co ty kurwa zrobiłeś?!
-Ja?! To ty jej przywaliłeś!
Podniosłam wzrok na chłopaków. Ethan był przyciśnięty do drzewa przez Kastiela, który delikatnie, aczkolwiek coraz mocniej go przyduszał. Teraz byłam pewna- to Ethan mnie uderzył. Nie celowo oczywiście.
Zdenerwowałam się. Zamiast mi pomóc, wolą dalej się ze sobą kłócić. Wstałam i zwróciłam się w stronę drzwi. Któryś z chłopaków złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i z całą siłą wymierzyłam mu w twarz. Drugi zaśmiał się, po czym również dostał. Nie było mi do śmiechu, ani trochę. Weszłam do domu i szybkim krokiem udałam się na piętro.
Oparłam się o ścianę i oddychałam głęboko.
-El... Elena! Co ci się stało?- odwróciłam głowę w stronę dobiegającego głosu i ujrzałam Nataniela.
-A to nic, dostałam w twarz- powiedziałam beznamiętnie. Chłopak popatrzył na mnie przerażony, chwycił pod ramię i wprowadził do łazienki.
Posadził mnie na oparciu wanny, a sam zaczął szukać apteczki.
-Na półce nad lusterkiem- wymamrotałam.
Wyjął gaziki, zamoczył, podszedł i zaczął obmywać mi rozciętą skroń. Robił to naprawdę delikatnie. Jego ręka była taka ciepła. Zamknęłam oczy i mruknęłam. Nie wiem ile to trwało, ale, gdy chłopak nakleił plasterek i powiedział, że gotowe, otworzyłam oczy.
-Dziękuję- wstałam.
-Nie ma sprawy. Uważaj na siebie. Bardzo się o ciebie martwię...
-Dlaczego?- spytałam podchwytliwie.
-...bo mi się podobasz- powiedział cicho.
-Mmmm- podeszłam do niego- Wiesz, że też nie jesteś mi obojętny?- Chłopak odwrócił wzrok. Znów otarłam nogą o jego krocze- Jestem w pełni świadoma tego co robię.

Poczułam delikatne wybrzuszenie w jego spodniach- spodobało mi się to. Przybliżyłam swoją twarz do jego twarzy i oddychałam płytko. Przymknęłam oczy i poczułam jak blondyn delikatnie musnął moje wargi swoimi. Cicho jęknęłam i bardziej przywarłam do chłopaka. On natomiast coraz bardziej wpijał się w moje usta. Delikatne pocałunki przerodziły się w szaleńczą zabawę naszych języków. Poczułam, że Nataniel naprawdę mnie pociąga. Czułam się przy nim bezpiecznie.
Zwolnił tępo i opuszki jego palców delikatnie muskały moją szyję. Odgięłam ją do tyłu. Chłopak powoli przechodził z moich ust na szyję, zostawiając na niej mokry ślad. Poczułam jak zaczyna ją ssać. Tak, robił mi malinkę. Nataniel robił malinkę na mojej szyi. Znów jęknęłam, ale tym razem głośniej. Załapałam go delikatnie za krocze. Moją głowę zaprzątało jedno pytanie: Czy chcę z Natanielem stracić dziewictwo?

_________________________________________________

Ja wiem, ja wiem. Sama głupio się czuję, że nie dodawałam, mimo, że obiecywałam. Ale nie miałam czasu... Naprawdę. Ale teraz już go mam! Rozdział jest, a następny będzie niedługo. Obiecuję! <3

środa, 22 kwietnia 2015

HALO HALO!

Wszem i wobec oznajmiam, że wracam na bloga!
Wybaczcie, że nic teraz nie dodawałam, ale nie miałam czasu, szkoła, problemy osobiste i tak dalej.

Ale jestem i piszę kolejny rozdział! I mam zamiar mniej więcej regularnie dodawać posty.
WAŻNA SPRAWA!
Kiedyś również pisałam opowiadanie o sf, więc dlatego tutaj zmieniam pewną sprawę. Mianowicie chodzi mi o "kolegę" Eleny Jake. Od dziś (a raczej już od jakiegoś czasu) nie jest to Jake, ale Ethan. Mam nadzieję, że nie będzie z tym żadnego najmniejszego problemu. Tak więc dziękuję i jeszcze raz przepraszam ;/


Oczywiście pozdrawiam Sylwię i również czekam na jej rozdział! :*

sobota, 20 grudnia 2014

ROZDZIAŁ XIII

-Kastiel?!- zmierzył go wzrokiem od góry do dołu- Eleno, możesz mi to wytłumaczyć?- zwrócił się do mnie.
-Co ty tu robisz?- warknął ponownie.
-Chyba co TY tu robisz- popatrzył na niego i znów na mnie. Zasmucił się- Zresztą to nieistotne, muszę spadać.
-I dobrze- syknął czerwonowłosy i wszedł z powrotem do łazienki.
Blondyn ruszył w stronę drzwi, ale zatrzymałam go.
-Nat?- spytałam. Nie odpowiedział nic- Nat, to nie jest to co myślisz.
-Przychodzę do ciebie i zastaję Kastiela w samym ręczniku. To naprawdę nie to co myślę? I do tego nie było cię w szkole. Jego też nie.
-Ale nic między nami nie ma. Po prostu przyszedł mi pomóc. To wszystko. Przyjaciele powinni mieć do siebie zaufanie- w odpowiedzi usłyszałam tylko niewyraźny bełkot- No dobrze, a więc co chciałeś mi powiedzieć?
-Wiem co dyrektorka organizuje.
-Tak? Co takiego?
-Bal.
-Bal?
-Tak, co roku pod koniec maja szkoła organizuje bal tematyczny. Każdego roku jest inny temat.
-Jaki jest w tym?
-Tego jeszcze nie wiem, ale w poniedziałek wszystko będzie wiadome.
-Super, trzeba przychodzić w parach?
-N-nie, ale można…
-Świetnie!
-Cieszysz się?
-Tak, bal to przecież niezła sprawa! No dobrze, może chcesz zostać?
-Nie, nie mogę!- wypalił- Muszę pomóc Amber w pewniej sprawie. Pa!- rzucił i szybkim krokiem wyszedł z domu.
Powolnymi ruchami zamknęłam drzwi i zwróciłam się w stronę kuchni.
-Bu!- krzyknął, gdy tylko się odwróciłam. Odruchowo walnęłam Kastiela w twarz.
-Cholera! Co ty wyprawiasz?!
-Przepraszam! To taki odruch- skrzywiłam się- Dobrze, że przynajmniej się ubrałeś.
-Co ten dupek chciał?- zapytał.
-Nataniel. Chciał mnie poinformować o wydarzeniu, które dyrektorka organizuje.
-Znowu coś idiotycznego?
-Bal!
-Nie mów mi, że się cieszysz- powiedział z politowaniem.
-A dlaczego? To genialny pomysł! Można iść w parach, wiesz?- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Liczysz na to, że cię zaproszę?- zaśmiał się- Nie jesteśmy razem.
-Nawet nie chciałabym z tobą iść- fuknęłam.
-Nic między nami nie ma, a ja nie mam zamiaru na to iść- powiedział.
-Okej- burknęłam- Wiesz, przypomniało mi się, że musisz sobie iść.
-Wyganiasz mnie?
-No w sumie tak. Muszę coś załatwić- skierowałam go do drzwi- Dzięki za pomoc- rzuciłam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.


-Roza, co robisz dziś wieczorem?- zapytałam.
-Właściwie to nie mam niczego w planach, a co? Szykuje się jakaś imprezka?!
-Tak, czuj się zaproszona. Zgarnij Violę i widzimy się u mnie za godzinę. Wszystko przygotujemy.
-A co z zaproszeniami?
-Możesz się tym zająć. Zaproś wszystkich prócz Kastiela.
-Dlaczego? Pokłóciliście się?
-Nie, nie bardzo. Ale mam ochotę trochę się nim pobawić. Okej, to widzimy się u mnie za godzinę, pa!- rozłączyłam się.
Dziś, 20. u mnie w domu. Wpadaj jeśli masz czas, Elena.”- przeczytałam na głos treść sms'a- Okej, Ethan! I wyślij- dotknęłam palcem ekranu telefonu- Będzie niezła zabawa- zaśmiałam się.
Po 45 minutach, gdy posprzątałam cały dom, przyszły do mnie dziewczyny.
-Hej- wpuściłam je do środka- Roza, wszyscy zaproszeni?
-Wszyscy, prócz Kastiela. I wszyscy przyjdą- uśmiechnęła się- Nie zdenerwujesz się jak powiem, że niedługo ktoś przyjdzie?- widząc moje pytające spojrzenie, dodała- Lysander. W sumie miał nie przychodzić, bo jest trochę smutny, ale namówiłam go i zmienił zdanie. No i spytał się czy może przyjść już teraz, więc... Nie jesteś zła, prawda?
-Zła? Skądże! Pomoże nam- zaśmiałam się- A za ile ma być?
-Za jakieś pół godziny, mówił, że musi coś jeszcze załatwić.
-Okej, to zaczynamy przygotowania?- zapytała fioletowłosa- W ogóle co to ma być za impreza? Jak jakaś specjalna okazja?
-Może- odpowiedziałam tajemniczo i poszłam do kuchni. Dziewczyny poszły za mną.
-Może? I co to spojrzenie znaczy? Czy ty masz jakiś chytry plan?
-Ależ Rozalio! Czy ty uważasz, że mam zamiar zabawić się czyimiś uczuciami?- udałam oburzenie po czym wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-No dobra, to co robimy?
-Trzeba zakupy zrobić... Właśnie Roza, którą godzinę podałaś?
-Dwudziestą, może być?
-Jest...- spojrzałam na zegarek, który wskazywał osiemnastą- Perfekcyjnie!
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć!- podeszłam do drzwi, przekręciłam zamek i otworzyłam je szeroko. Ujrzałam wysoką postać stojącą pod słońce. Nie mogąc zobaczyć twarzy, przysłoniłam sobie oczy ręką.
-Witaj- uśmiechnął się.
-Hej Lysander, wchodź- wpuściłam go, zamykając za nim drzwi.
-Nie przeszkadzam?
-Skądże!- przytuliłam go na powitanie, na co zmieszał się i zarumienił.
-C-co ty robisz?
-Witam się- słysząc odpowiedź odwzajemnił niepewnie uścisk.
-Lysiu jak dobrze, że już jesteś- odezwała się białowłosa- pójdziesz razem z Eleną do sklepu po zakupy. Tu macie listę- wręczyła nam jakiś papierek- i szybko, szybko, mamy mało czasu!
Wzięliśmy siatki, pieniądze i wyszliśmy z domu. Chwilę szliśmy w ciszy, aż wreszcie Lysander ją przerwał:
-Z jakiej okazji ta impreza?
-Wiesz, chciałam po prostu trochę się zabawić.
-Zabawić?- zdziwił się.
-Tak, w gronie najbliższych osób.
-Z tego co słyszałem, to Roza zaprosiła więcej niż tylko najbliższe osoby...
-Bez przesady, całego miasta nie zaprosiła... Prawda?
-Nie wiem, ale z połowę na pewno- zaśmiał się.
-Nieważne. Ważne, że ty przyszedłeś- uśmiechnęłam się.
-C-co?- zmieszał się.
-Noo... Bardzo się cieszę, że chciałeś przyjść.
-Dla ciebie wszystko- powiedział cicho i niewyraźnie.
-Hm? Co mówiłeś?
-N-nic- zrobił się cały czerwony, a ja tylko zaśmiałam się pod nosem- O której to impreza się zaczyna?
-O dwudziestej- dlaczego ta rozmowa nam się nie klei?
-Bardzo ładnie wyglądasz- wypalił, po czym mało co nie zakrztusił się powietrzem.
-Wyglądam jak zawsze, ale dziękuję. To bardzo miłe- uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
Całą dalszą drogę do sklepów pokonaliśmy w ciszy. Co chwila tylko spoglądałam raz na niego, raz na listę zakupów. Kątem oka widziałam, że on również mi się przygląda gdy nie patrzę. Nie powiem, czułam się trochę nieswojo. Nie wiem dlaczego, przecież się przyjaźnimy i w ogóle...
-Słyszałeś o balu, który dyrektorka organizuje?
-Tak, świetna sprawa. Nie wiem tylko jaki temat będzie.
-Czy ty też czujesz, że rozmowa nam się nie klei?
-Tak. To chyba moja wina, przepraszam.
-Ale nawet tak nie mów, to nie twoja wina. Trzeba się wyluzować trochę- zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
Weszliśmy do sklepu w poszukiwaniu przekąsek z listy.
-Alkohol?- zdziwił się czytając ostatnią rzecz z kartki.
-Nie sprzedadzą nam. Nie ma szans.
-Nie?- uniósł jedną brew do góry- To patrz- nawrzucał do wózka najróżniejsze alkohole.
Trochę mnie to zdziwiło. Co ja gadam, ogromnie mnie to zdziwiło, nie spodziewałabym się tego po nim. Po Kasie tak, ale Lys? Rozumiem, że są najlepszymi przyjaciółmi, ale to i tak dziwne.
Normalnym krokiem podszedł do kasy, przy której stała jakaś młoda dziewczyna z blond włosami, około szesnastu, może siedemnastu lat. Podeszłam niepewnym krokiem i rzuciłam na taśmę paczkę gum. Od razu zauważyłam jak dziewczyna przygląda się Lysandrowi. Jej maślane oczy ją zdradziły. Widać, że on bardzo się jej podoba. Ciekawe tylko czy w drugą stronę też to tak działa.
Razem z Lysem zaczęliśmy wypakowywać zakupy na taśmę. Było tego sporo. Dziewczyna zaczęła wolno kasować każdą rzecz, patrząc cały czas na Lysandra. Nie spodobało mi się to.
-Lysander?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem- Mógłbyś sięgnąć tamtą paczkę dla mnie? Nie dosięgam.
-Pewnie!- powiedział i zaczął prężyć się, sięgając ręką do najwyższej półki.
Przez jego ramię spojrzałam na dziewczynę. Patrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić. Uśmiechnęłam się do niej wrednie, pokazując kto tu rządzi.
-Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się, gdy podał mi paczkę.
Blondynka skasowała już część rzeczy, a ja zaczęłam pakować je do siatek. Złapała ostatnią paczkę, po której był alkohol.
-Hej Nino, niedługo chyba gramy koncert wiesz?- zaczął, a dziewczyna spojrzała na niego nieśmiało.
-Naprawdę?- odezwała się cicho.
-Tak. Wiesz, jeśli chcesz to będziesz mogła przyjść- blondynka tak się w niego zapatrzyła, że nawet nie zwróciła uwagi na to co kasuje.
-Z przyjemnością przyjdę- uśmiechnęła się niewinnie.
Zapakowałam alkohol do toreb.
-Ile płacę?- zapytał po chwili.
-Em...- spojrzała na kasę- 250$- chłopak zrobił zmieszaną minę.
-Już daję- wtrąciłam się, wyjmując pieniądze z portfela i dając je dziewczynie.
-Dziękuję- powiedziała, patrząc na mnie z żalem i wściekłością.
-Dzięki- odebrałam paragon i zgarnęłam Lysandra.
-Do zobaczenia!- rzucił, biorąc siatki i wychodząc ze mną ze sklepu.
-Nieźle to zagrałeś- powiedziałam, gdy wyszliśmy.
-A jeśli nie udawałem?- zapytał patrząc gdzieś w daleki punkt.
-C-co?- oniemiałam- Ty tak naprawdę?
-Ale masz minę!- zaśmiał się.
-To nie było śmieszne!- skrzywiłam się, ale za chwilę mu zawtórowałam.
Prze całą drogę rozmawialiśmy o tej dziewczynie. Dowiedziałam się, że zna Lysandra z ich pierwszego koncertu, że się w nim zakochała i jest w ostatniej klasie gimnazjum.
-Często chodzisz tam do sklepu?
-Od czasu do czasu- odpowiedział szybko.
-A mi się wydaje, że trochę częściej niż od czasu do czasu- weszliśmy do domu.
-Bez przesady- sapnął, zamknąwszy za mną drzwi.
Poszliśmy do kuchni odstawić zakupy. Zaczęliśmy je rozpakowywać. Przyszły dziewczyny.
-No no, powiem ci, że masz całkiem niezłe ubrania!- zawołała Violetta.
-Tak, a co najważniejsze masz seksowną bieliznę!- krzyknęła białowłosa, biorąc puszkę coli z siatki.
-Rozalio!- upomniałam ją. Zobaczyłam całą czerwoną twarz Lysandra. Za chwilę zza rogu wyłonił się również czerwony Nataniel.
-Hej Eleno...
-Hej Nat, co tu robisz?
-Przyszedłem trochę szybciej, nie przeszkadza ci to?
-Nie skądże- spojrzałam na wściekłego białowłosego- mi nie. A teraz Rozalio, mogę cię prosić na stronę? Ciebie też Violu.
Zostawiłam chłopaków w kuchni i poleciłam im rozpakowanie wszystkich toreb. Z dziewczynami poszłam do salonu.
-Roza proszę, czy mogłabyś chociaż nie przy chłopakach?
-Przecież to nic takiego!- oburzyła się.
-Wiesz... Wydaje mi się, że Elena ma racje. To było trochę... nietaktowne.
-No dobra, już dobra! Ale nieważne! Jest ważniejsza sprawa!
-Jaka?- zapytałam.
-Kastiel- ucięła.
-Co?!
-Był tutaj. Chciał z tobą pogadać. Teoretycznie go spławiłyśmy, ale wydaje nam się, że chyba tu jeszcze przyjdzie...
-Ale o imprezie nic nie wie?
-Noo...
-Roza proszę cię!
-Powiedziałam tylko, że mamy piżama party! We trzy! No i... wydaje mi się, że przyjdzie.
-Oby nie- westchnęłam.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
_________________________________________________

Po długim czasie, ale jest! Mam nadzieję, że jutro dodam następny! <3

poniedziałek, 13 października 2014

ROZDZIAŁ XII

Chłopak zaśmiał się pod nosem i objął mnie ramieniem tak, że teraz moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.
-Pograjmy w prawdę- zaproponowałam.
-Hm?- spojrzał na mnie unosząc jedną brew do góry.
-No pograjmy w prawdę.
-Jaką prawdę?
-No, ja zadaję tobie pytanie, na które odpowiadasz szczerze, a później ty zadajesz mi pytanie. I tak w kółko- skierowałam twarz w jego stronę.
-Przecież ja zawsze odpowiadam szczerze- powiedział niewinnie.
-Tak, tak. No więc jak? Gramy?- wyszczerzyłam się.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
-To jest odpowiedź czy pytanie z podtekstem seksualnym?
-Zależy co wolisz- zaśmiał się.
-Głupi jesteś- skrzywiłam się.
-Nie sugeruję... Stwierdzam fakty- uśmiechnął się.
-Okeej, przyjmuję wyzwanie- zmierzyłam go wzrokiem.
-No dobra, to była odpowiedź.
-Sugerujesz, że mnie pokonasz?- zerwałam się do pozycji siedzącej.
-Ja to po prostu wiem. Zagnę cię jednym, jedynym pytaniem.
-Wątpię- uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego kolanach.
-Nie za wygodnie ci?- zaśmiał się.
-Nie, a co? Przeszkadzam ci?
-Ty? Nigdy. No dobra, to ja zaczynam?- kiwnęłam głową- Okej, lubisz mnie?
-Serio? Myślałam, że zadasz coś bardziej… intymnego?
-Spokojnie, wszystko w swoim czasie- ukazał swoje śnieżnobiałe zęby- No więc?
-Tak. Ile miałeś dziewczyn przede… Ile miałeś dziewczyn?
-Przed tobą? Nie wiem, nie liczyłem- parsknął śmiechem, na co ja prychnęłam- No dobra, podobam ci się?- zakrztusiłam się żelkiem, którego właśnie wsadziłam do buzi.
-Że co?- uspokoiłam się- Jesteś przystojny i w ogóle, ale nie masz tego czegoś. Wiesz…- chłopak nachylił się i pocałował mnie w usta. Zaczął delikatnie. Po chwili jego pocałunki stawały się głębsze i dziksze. Pogładziłam go dłonią po poliku. Przerwał pocałunek. Odsunął swoje usta od moich, tak, że ledwo się dotykały. Cała drżałam, krew buzowała mi w głowie, nie mogłam zebrać myśli w jednolitą całość.
-Kastiel- szepnęłam- Co właściwie jest między nami?
-Milimetry przerwy- sapnął i znów wpił się w moje usta. Objęłam go za szyję. On delikatnie uniósł mnie i posadził na swoich kolanach. Z największą precyzją oddawałam każdy, nawet najmniejszy pocałunek. Chłopak podniósł moją bluzkę, odsłaniając mój brzuch. Chłód przeszył moje ciało,  gdy Kastiel go dotknął. Cicho jęknęłam, a chłopak całkowicie zdjął mi bluzkę. Odsunął moje włosy na bok i powoli ustami zaczął przesuwać się w stronę mojej szyi.
-Kas…- powiedziałam odchylając głowę do tyłu, a chłopak mruknął zadowolony.
Przejechał palcami po moim nagim boku. Jęknęłam głośno.
-Podoba ci się to?- zapytał. Nie odpowiedziałam. Jednym ruchem zdarłam z niego koszulkę. Popatrzył na mnie zdziwiony, ale po chwili się uśmiechnął- Jesteś taka podniecająca- ukazał zęby w uśmiechu.
Zdałam sobie sprawę, że siedzę na nim w samym biustonoszu. Spuściłam wzrok na dół.
-Hej, co jest?- zapytał, unosząc moją brodę do góry.
-No bo… Co my robimy? Co właściwie jest między nami?- spytałam patrząc mu głęboko w oczy. Nie odpowiedział, ale przytulił mnie mocno do siebie. Czułam jak jego mięśnie są napięte. Zaczął gładzić moje włosy, a ja wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
Obudził mnie chłód przeszywający moje ciało. Przetarłam oczy i ujrzałam śpiącego Kastiela. Równocześnie zauważyłam, że mam na sobie tylko biustonosz, który i tak mało co nie spada. Poprawiłam go, zarzuciłam na siebie bluzkę, która leżała na kanapie i spojrzałam na śpiącego chłopaka.
-Kastiel- powiedziałam cicho- Kastieeeel- powtórzyłam raz jeszcze, ale nadal brak odpowiedzi dmuchnęłam chłopakowi delikatnie w twarz. Mruknął coś niewyraźnie przez sen i odwrócił głowę w drugą stronę.
Przeczesałam ręką swoje włosy. Spojrzałam na włosy Kastiela i wpadł mi do głowy genialny pomysł.
Siedząc dalej na chłopaku zaczęłam pleść mu warkoczyki na głowie. Nie potrzebowałam gumeczek, bo jego włosy dobrze trzymały się nawet bez nich. Po około dziesięciu minutach cała głowa czerwonowłosego była w warkoczykach. Niechcący wyrwałam chłopakowi jeden włos.
-Ała!- wrzasnął- Co ty robisz?
-Ja? Nic- powiedziałam udając, że nie wiem o co chodzi- Ja… Ja chyba muszę do łazienki!- krzyknęłam i zerwałam się z jego kolan. Kastiel w jednym momencie złapał się za włosy i pognał za mną. Niestety był szybszy i nim zamknęłam drzwi od łazienki, wbiegł do niej wściekły.
-Co ja ci zrobiłem?!- wycedził przez zęby, spoglądając raz na mnie, raz na swoje odbicie w lustrze.
-Ale wyglądasz uroczo- powiedziałam niewinnie, po czym zaczęłam się śmiać. Chłopak wykorzystał okazję i podszedł do mnie od tyłu, obejmując mnie w talii. Przerzucił mnie przez ramię. Zdezorientowana nie wiedziałam co się dzieje. W jednej chwili znalazłam się w wannie.
-Kastiel, co ty…- pomachał mi słuchawką przed twarzą, po czym odkręcił wodę. Lodowata woda oblała kolejno mój brzuch, nogi i głowę- Aaaaa! Kastiel!- wrzeszczałam.
-Odechce ci się robienia mi jakichś warkoczyków na głowie- zaśmiał się i znów oblał mnie całą. Po skończonym „prysznicu” wstałam i wyszłam z wanny. Chciałam sięgnąć po ręcznik, który leżał obok, ale chłopak złapał mnie za nadgarstek- Oto przed państwem miss mokrego podkoszulka!- zarechotał i zaczął bić brawo.
-Haha, bardzo śmieszne- zgromiłam go wzrokiem i zaczęłam się wycierać.
-No już nie rób takiej miny, to było zabawne!
-Dla ciebie- ucięłam krótko, dalej gromiąc go wzrokiem.
-Dobra, a teraz mi to rozplącz- powiedział, łapiąc się za włosy.
-Słucham?- spojrzałam na niego jak na idiotę- Za to co mi zrobiłeś? Nie ma mowy.
-Ty to zrobiłaś i ty masz to rozplątać.
-Ty mnie oblałeś, ale jakoś to ja się wycieram- sapnęłam.
-A chcesz, żebym zrobił to za ciebie?- spytał, podchodząc z ogromnym uśmiechem na ustach.
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie- wydęłam usta w geście niezadowolenia.
-Więcej nie będziesz miała takiej okazji- uniósł kilkakrotnie brwi.
-Bardzo się cieszę- rzuciłam, wychodząc z łazienki- Idę się przebrać, a ty zajmij się dzieckiem.
-Ale dostanę za to nagrodę?- uśmiechnął się.
-Tak, dodatkowy czas do spędzenia z Tobby’m- uśmiechnęłam się i zniknęłam na górze.
Weszłam do pokoju, przebrałam się w jakieś spodenki i luźną bluzkę i zeszłam z powrotem na dół. Widok, jaki ujrzałam, rozbawił mnie do łez. Zrezygnowany Kastiel, który z trudem odgania ręce małego dziecka, łapiącego non stop jego włosy, był naprawdę komiczny.
-Proszę cię weź to…
-Spędziłeś z nim niecałe pięć minut i już masz dosyć?- zaśmiałam się.
-Tak, dzieci są okropne.
-A teraz pomyśl co przeżywa kobieta, jak zostaje całymi dniami w domu i zajmuje się dziećmi- burknęłam i wzięłam dziecko na ręce.
-Ale wy się do tego nadajecie. To wasza rola, jesteście do tego stworzone- zaśmiał się.
-Sugerujesz, że kobieta ma siedzieć tylko w domu i opiekować się dziećmi i swoim kochanym mężem?
-No chyba tak- zaśmiał się.
-Jesteś idiotą. No i dlatego nie zamierzam mieć dzieci- ucięłam.
-Jasne, jasne- rechotał dalej- W każdym razie, ktoś do ciebie dzwonił jak byłaś na górze- podał mi telefon.
-Kurcze, Care dzwoniła, potrzymaj go- znów dałam dziecko Kastielowi, który niechętnie go wziął- Muszę oddzwonić.
Odeszłam na chwilę.
-Możesz zacząć pakować małego- powiedziałam, skończywszy rozmowę.
-Hm?
-Caroline zadzwoniła, że jego babcia bardzo chciałaby się nim zająć przez ten czas, więc Tobby idzie z nią- uśmiechnęłam się.
-Kiedy będzie?
-Niedługo. Godzina, dwie.
-Czyli wieczorem imprezka? Super!
-O nie! Żadnej imprezy. Mówiłam, u siebie rób ile chcesz, ja pasuję.
-Zdziwisz się- powiedział oddając mi dziecko.
-Nawet o tym nie myśl, nie wpuszczam tu nikogo.
-Ty nie, ja tak- parsknął śmiechem.
-Tylko spróbuj- syknęłam.
Po godzinie mały został oddelegowany babci, a my mieliśmy cały dom dla siebie.
-Jest po 13, na co masz ochotę?- zapytał mnie, przygniatając do ściany.
-Na pizzę- powiedziałam beznamiętnie- Na pizzę i sen. Porządny sen- skrzywiłam się.
-Chodzi mi raczej o coś bardziej przyjemnego- dalej trzymał mnie ciężarem swojego ciała.
-Kastiel- sapnęłam- Proszę cię…
-Nie musisz prosić- szepnął i pocałował mnie w usta. W jednym momencie objęłam go za szyję i przycisnęłam mocniej do siebie. Całował każdy skrawek moich ust, a ja bawiłam się jego rozplątanymi już włosami. Zaczął delikatnie pieścić moją szyję. Przeszedł mnie niewyobrażalny dreszcz podniecenia. Odchyliłam głowę do tyłu, udostępniając chłopakowi odstęp do szyi. Delikatnie ją pocałował, aby później zacząć ją delikatnie ssać i muskać wilgotnym językiem. Jęknęłam. Było tak cudownie. Już miałam przejąć inicjatywę, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odskoczyłam od chłopaka jak poparzona.
-Halo?- odebrałam oddychając nierówno.
-Elenko? Co się stało dlaczego tak dziwnie oddychasz?
-Hej Agatho, zbiegałam po schodach, to dlatego. Wszystko okej u was?
-Tak, chciałam cię tylko poinformować, że z Nickiem wracamy jakoś w poniedziałek lub wtorek. Jest tu po prostu cudownie!- Kastiel pokazał, że idzie wziąć prysznic- Następnym razem jedziesz z nami. Koniecznie!
-No dobrze- zaśmiałam się- A co właściwie…
-Oj Elenko- przerwała mi- Niestety muszę kończyć, bo Nick mnie woła. Przygotował jakąś niespodziankę dla mnie. Ale u ciebie wszystko w porządku?
-Tak, w jak najlepszym. No dobrze, więc ja ci już nie przeszkadzam. Ach, koniecznie pozdrów Nicka! Pa!- rozłączyłam się i usiadłam w kuchni przy blacie. Patrzyłam na drzwi łazienki, w której przebywał teraz czerwonowłosy.
-Co tak właściwie jest między nami?- spytałam samą siebie.
Ktoś zapukał do drzwi. Z niechęcią wstałam i podeszłam do drzwi. Spojrzałam przez wizjer. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi.
-Witaj Nat- przywitałam się.
-Hej… Mogę wejść?
-Tak, pewnie, proszę. Napijesz się czegoś?
-Soku jeśli można.
-Pewnie, siadaj, ja już nalewam.
Idąc z Natanielem do kuchni z łazienki wynurzył się czerwonowłosy, owinięty tylko ręcznikiem w pasie.
-Gdzie masz… A ten idiota co tutaj robi?- warknął.
-Kastiel?!- zmierzył go wzrokiem od góry do dołu- Eleno, możesz mi to wytłumaczyć?- zwrócił się do mnie.

___________________________________________________

Jezu, przepraszam bardzo, bardzo mocno, że rozdziału nie było tak długo, ale wiecie... szkoła. No ale już jest i mam nadzieję, że się podoba XD

poniedziałek, 8 września 2014

Hej, hej! Przepraszam, że rozdziału kolejnego jeszcze nie ma, ale wiecie szkoła i te sprawy... Masakra!
Ale mam nadzieję, że w ten weekend uda mi się coś dodać :)

czwartek, 28 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ XI

Nie, to nie może być on… To niemożliwe!
Stałam około dziesięciu metrów od niego. Zadzwonił do mnie. Mój dzwonek zabrzmiał. Wtedy chłopak się odwrócił. Zamarłam po raz wtóry.
-Elena?- zapytał machając telefonem. Skinęłam głową, nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa- Hej!- uśmiechnął się i szybkim krokiem do mnie podszedł.
Dziesięć metrów ode mnie, pięć metrów ode mnie, dwa metry, pół metra. Stał teraz przede mną wyższy o głowę. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy. Wszystkie wspomnienia powróciły. Powróciły chwile, które spędzaliśmy razem, nasze pocałunki, zabawy, a nawet kłótnie. Powrócił również najgorszy moment w moim życiu.
-Pójdziemy się przejść?- spytał.
-Po co tu przyjechałeś?- zapytałam cicho. Chłopak nic nie odpowiedział- Po cholerę tu przyjechałeś?!- powtórzyłam krzycząc.
-Chciałem cię zobaczyć.
-A może ja nie miałam na to ochoty?!
-Chcę ci wszystko wytłumaczyć!
-Co chcesz tłumaczyć? To jak zostawiłeś mnie niespełna trzy miesiące temu?! To w jaki sposób to zrobiłeś?! Cholera, Ethan! Przypominasz sobie o mnie dopiero teraz, przyjeżdżasz i myślisz, że wszystko będzie dobrze?! Otóż nie, grubo się mylisz! Nic już nie będzie jak dawniej! Zraniłeś mnie, rozumiesz to?!
-Proszę cię, nie krzycz tak! Ludzie patrzą- dodał łagodnie. Nienawidzę, gdy tak robił. Zawsze sprawiał, ze miałam do niego słabość. Ale nie tym razem!
-Nie uciszaj mnie. Zachowałeś sie jak skończony dupek- warknęłam.
-Wiem, potraktowałem cię jak... Źle cię potraktowałem, dlatego muszę ci to wszystko wytłumaczyć. Muszę...
-Ale tu nie ma nic do tłumaczenia. To co sie stało, już się nie odstanie- skrzywiłam się i odwróciłam z zamiarem powrotu do domu.
-Ale ja cie nadal kocham!- krzyknął.
Stanęłam zszokowana. Podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu mówiąc- Nadal cie kocham Eleno... Nie mogę przestać o tobie myśleć...
W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Co jeśli kłamie? Lub co gorsza... Co jeśli mówi prawdę?
-Proszę cię... Możemy porozmawiać?- odwróciłam się do niego twarzą.
-Pewnie- powiedziałam z bladym uśmiechem na twarzy.
Szliśmy w ciszy. Narastającej, stresującej ciszy. Doszliśmy do jednej z ławek.
-Chcesz usiąść?- zapytał, a ja skinęłam głowa- No więc... Nie wiem jak zacząć.
-Może od początku?- podsunęłam.
-No tak... Przepraszam. Przepraszam cie. Ale gdy powiedziałaś... Gdy powiedziałaś mi, że wyjeżdżasz... Nie mogłem znieść myśli, że będziesz daleko ode mnie, rozumiesz? Świadomość, że nie będzie cie tu, przy mnie, doprowadzała mnie do szaleństwa. Nie potrafiłem- jęknął- Po prostu nie. Wiem, jestem tchórzem i skończonym dupkiem. Ale proszę cię, wybacz mi... I... Myślisz, że może nam się znowu udać?- jego ostatnie zdanie zbiło mnie z tropu.
-Czy ty właśnie prosisz mnie o chodzenie?
-N-no tak.
-Czy ty siebie słyszysz człowieku?!- krzyknęłam wstając z ławki- Czy ty do cholery wiesz przez co ja przeszłam przez te trzy miesiące?! To jak ja się czuje, to już cie nie obchodziło! Miałeś to w dupie! Nie! A może ja mam kogoś? Kogoś kto mnie kocha... Kogoś kto cały czas jest przy mnie... Kogoś kto mnie nie rani- mówiąc te słowa, cały czas miałam przed oczyma obraz Kastiela.
-A masz kogoś?- spytał głosem pełnym smutku.
Nie odpowiedziałam. Chłopak wstał i mocno mnie przytulił. Zdziwiło mnie to bardzo.
Poczułam się jak kiedyś, kochana przez niego, taka bezpieczna w jego ramionach, poczułam się coś warta. W jednej chwili przypomniało mi się jak mnie potraktował. Odskoczyłam od niego jak poparzona ze łzami w oczach.
-Nie zbliżaj się do mnie więcej!- powiedziałam łamiącym się głosem i wybiegłam z parku. Usłyszałam za sobą tylko: "Nie odpuszczę!".
Nie czekając na dziewczyny, pognałam prosto do domu.


Zamknęłam drzwi i stojąc na środku korytarza, wrzasnęłam. Po dłuższej chwili wrzasków, udałam się do łazienki i ochlapałam swoją twarz lodowatą wodą. Powlekłam się do salon i zmęczona opadłam na poduszki. Leżałam i analizowałam całą tę sytuację, która miała niedawno miejsce. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
Tobby- pomyślałam i zerwałam się z miejsca.
-Witaj kochana!- przywitała się blondynka z jakimś szkrabem na rękach.
-Tobby?- spytałam, wpuszczając ich do środka i uśmiechając się do malca.
-Tak, tak- pogłaskała chłopczyka po włosach- Mogłabyś?- podała mi go- Tak więc, tutaj masz jego ubranka, pieluchy, zupki, chusteczki i tak dalej- położyła torbę na ziemi- Ach, zabawki też tam są Przepraszam, ale bardzo się z mężem spieszymy, więc proszę- dała mi kartkę- masz tutaj wszystko rozpisane, w razie potrzeb jest tu mój numer. Dzwoń zawsze kiedy będzie potrzeba! My wracamy w niedzielę wieczorem. Okej… Na pewno sobie poradzisz?
-Tak, na sto procent- uśmiechnęłam się.
-No dobrze… No to papa- ucałowała syna, pomachała i wyszła.
-Okej Tobby- zwróciłam się do dziecka, które teraz bawiło się moimi włosami- Teraz zajmie się tobą ciocia Elena- połaskotałam go po brzuchu.
Wzięłam torby z podłogi i zaniosłam je do salonu. Usiadłam na kanapie. Posadziłam malca na kolana i wzięłam listę do ręki.
-Okej, okej, co my tu…- przeczytałam całą listę dwa razy- No to co? Jemy?
Wstałam i wzięłam niebieskookiego blondyna na ręce. Chwyciłam torbę i poszłam do kuchni. Usadowiłam małego na dużym blacie, a torbę na stole. Otworzyłam ją.
-Co?- stałam i patrzyłam w głąb torby- To są jakieś żarty, prawda? Jak mogła zapomnieć o jedzeniu dla własnego dziecka…
Zajrzałam do lodówki. Pustka.
No tak, dzisiaj miałam zrobić zakupy- pomyślałam i palnęłam się w czoło. Zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Witaj Elenko, jak tam z Tobby’m? Nie płacze?
-Nie, jest grzeczny. Stało się coś?
-Nie, po prostu zapomniałam ci powiedzieć, że na tarasie zostawiliśmy spacerówkę Tobby’ego.
-Och, to super. Właśnie Care…
-Co jest? Coś nie tak?!
-Zapomniałaś spakować jego jedzenia- parsknęłam śmiechem- Jest wszystko, ubranka, pieluchy, chusteczki, zabawki, ale jedzenia brak.
-Boże! Przepraszam cię Elenko, przepraszam!
-Spokojnie, coś wymyślę. I tak miałam dziś zrobić zakupy, więc kupię tę zupki, tak?
-Tak, on je zupki, nawet sama możesz ugotować jakąś zupę, owoce, warzywa, chleb, bułki. On uwielbia jeść- zaśmiała się.
-Okej, to damy sobie radę.
-Na pewno? Pamiętaj, jakby coś się działo, to dzwoń.
-Na pewno. Tak, tak, pamiętam.
-No dobrze… To do usłyszenia. Papa!
-Paa!- rozłączyłam się- Okej, więc albo idziemy do sklepu albo oboje głodujemy?- mały popatrzył się na mnie, po czym się zaśmiał- Tak, je też wybieram sklep- również się zaśmiałam i wzięłam go na ręce.
Ruszyłam w stronę drzwi. Posadziłam małego na podłodze i szybko wprowadziłam wózek do domu. Oczywiście zanim to zrobiłam poobijałam się o wszystko co było możliwe.
Wzięłam powrotem chłopca na ręce.
-Masz ochotę na wyprawę do sklepu? Ja też nie, ale chyba nie chcemy się głodzić, nie? Dobra, ciocia zostawiła nam pieniążki- odsunęłam je od dziecka.
Ktoś zadzwonił dzwonkiem.
-A kto to przyszedł?- powiedziałam do chłopczyka. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je szeroko.
-Więc, mam film, piwo, zamówimy pizz… A co TO jest?
-Hej, całkiem niezłe powitanie, dzięki- blondyn zaczął się śmiać i wyciągać ręce w stronę chłopaka- Chyba cię polubił- zaśmiałam się.
-Nie mówiłaś, że masz dziecko- skrzywił się.
-Kastiel!- walnęłam go w ramię.
-Aaaaa, czyli to nie twoje?- zaśmiał się.
-Nie, nie mam dziecka i nie jestem w ciąży…
-A chciałabyś?- zapytał nadal się uśmiechając.
-Idiota! Czego chcesz?- fuknęłam.
-Na początku? Chciałbym, żebyś mnie wpuściła.
-A magiczne słowo?
-Abrakadabra?- zapytał z nadzieją w głosie.
-Wchodź- wpuściłam go do środka.
-Okej, więc mamy do wyboru komedię, horror, horror, komedię, jakiś badziewny dramat, melodramat, komedię romantyczną, horror, horror i jeszcze horror. Na co masz ochotę?- podniósł wzrok na mnie?
-Na nic?- wskazałam na dziecko.
-No co? Chyba nie wybierzesz tego- wskazał na małego- zamiast tego- wskazał na siebie, uśmiechając się szeroko.
-Czekaj, niech się zastanowię… Wybieram jego- spojrzałam na chłopczyka, który się zaśmiał i zaczął ciągnąć mnie za włosy.
-HAHAHA, jesteś pewna, że wybierasz jego? Jak on się w ogóle nazywa?
-Tobby- odsunęłam głowę od jego rąk- Chociaż… Możesz zostać, pomożesz nam.
-C-co?!- zakrztusił się powietrzem.
-Nie rób takich oczu! On już polubił wujka Kastiela.
-Ty tak na poważnie?
-A dlaczego nie?
-A co z tego będę miał?
-Satysfakcję, że nam pomożesz?- wyszczerzyłam się.
-Dorzuć coś jeszcze.
-Obejrzę z tobą jeden- popatrzył na mnie z litością- no dobra, dwa filmy.
-Okej, co to w ogóle za dziecko?
-Sąsiadki, Caroline.
-Aaa, ta. I na ile to coś tu zostaje?
-Do niedzieli wieczora, a co?
-No wiesz- zaśmiał się uwodzicielsko- Kazałaś mi pomóc, nie?- przytaknęłam- Czyli na noc też zostaję!- zaśmiał się i rzucił na kanapę.
-C-co?! Na noc możesz wracać do siebie!
-Mogę, ale nie muszę.
-Śpisz w wannie- burknęłam siadając koło niego.
-A ty razem ze mną?- zapytał unosząc jedną brew.
-Mieszasz sny z rzeczywistością. A teraz masz zadanie- uśmiechnęłam się.
-Jakie?- przybliżył się do mnie.
-Pójść na zakupy- zaśmiałam się w niebo głosy widząc jego minę. Tobby mi zawtórował.
-Chyba sobie żartujesz…
-Dlaczego miałabym żartować?
-Co mam kupić?
-Kupisz jakieś owoce, warzywa, coś do picia, jakieś chrupki kukurydziane, kup mi jakieś słodycze… Acha! No i zupki w słoiczku. Tak z sześć- parsknęłam śmiechem.
-Nie ma mowy- uciął.
-Tak? To dowidzenia- uśmiechnęłam się.
-Nienawidzę cię- jęknął.
-Masz tu pieniądze- wręczyłam mu gotówkę- I przychodź jak najszybciej- wyszczerzyłam się.
Kastiel wyszedł, a ja włączyłam Tobby’emu jakieś bajki. Sama zaczęłam wypakowywać rzeczy z torby i układać je na półce. Gdy skończyłam, usiadłam koło chłopca i razem z nim oglądałam bajkę. Po około dwudziestu minutach wrócił Kastiel.
-Co kupiłeś?
-Produkty spożywcze- warknął.
-Co masz takie świetny humor?
-Spojrzenia i komentarze tych starych bab, kiedy biorę te cholerne zupki dla tego bachora!- wrzasnął.
-Zamknij się! Jak masz zamiar się tak wydzierać, to wynocha na dwór. Tam możesz się drzeć do woli.
-Sory…
-Swoją drogą… To musiało naprawdę zabawnie wyglądać- parsknęłam śmiechem.
-Taaaaak, do tego jak gadają, że jakiś młody tatuś.
-Żartujesz…- powiedziałam poważnie, po czym mało co nie popłakałam się ze śmiechu.
-Tak, tak, śmiej się, a  pożałujesz.
-Mhmmm… No dobra- udałam, że wcieram łzę z oka- Co kupiłeś?
-Brokuła, marchewki, pomidory, ogórki, jabłka, banany, mandarynki, te cholerne zupki, chrupki, chipsy, popcorn, czekolady, piwo, soki, chleb i bułki.
-Łooooł! Piwo?
-No tak. Piwo.
-Mamy dziecko.
-My mamy?
-Dobrze wiesz o czym mówię- fuknęłam.
-Tylko się z tobą droczę. Właśnie… A co ze szkołą?
-Nie idę- odparłam, wypakowując rzeczy z torby.
-Wagary?
-Obowiązki domowe- zaśmiał się- Ty nie wiesz co to takiego nie?
-Jak to nie? A myślisz, że czemu tak często mnie nie ma?
-No wiesz, po tym co widziałam u ciebie w domu… Stwierdzam, że nie wiesz.
-Mam psa. To też tak jakby mieć dziecko- udał urażenie.
-Nie rozśmieszaj mnie! Dziecko, a pies to różnica.
-Jednym i drugim musisz się zajmować- powiedział podchodząc do mnie.
-Co robisz?- spytałam, gdy przegniótł mnie do szafki swoim ciałem.
-Stoję.
-I?
-I się opiekuję.
-Kim?
-Tobą- pocałował mnie delikatnie- Mogę się opiekować tobą całe życie- pocałował mnie po raz kolejny.
-Może- wyrwałam się z jego objęć- zamiast mnie, teraz zajmij się Tobby’m.
-To dziecko we wszystkim przeszkadza- jęknął.
-Zmienisz zdanie, jak będziesz miał swoje.
-Nie będę miał.
-Dlaczego?
-Bo nie chcę. Dzieci to same problemy.
-Też byłeś dzieckiem- palnęłam i od razu pożałowałam swoich słów- Nie, nie chodziło mi o to. Chodziło mi raczej, że i ty i ja i wszyscy…
-Dobra, czaję.
-Naprawdę przepraszam. Właściwie… To… Możesz podać mi jedną zupkę?- powiedziałam cicho i odwróciłam się do niego plecami.
-Masz- podał mi.
Ugrzałam zupkę i zaczęłam karmić Tobby’ego. Niestety po kilku łyżeczkach nie chciał jeść.
-Cholera, mógłbyś mi pomóc, a nie tylko stoisz i się gapisz- sapnęłam.
-Ja się świetnie bawię oglądając to widowisko!
-HAHA, jak mi zaraz nie pomożesz, to pożałujesz.
-Już się boję- ponownie się zaśmiał.
Wreszcie po wielu moich prośbach pomógł mi w karmieniu dziecka. Gdy zjadł, usnął momentalnie. Położyliśmy go na drugim końcu łóżka.
-To co? Oglądamy jakiś film?- zaproponował.
-Chętnie. Ty włącz, a ja idę po coś do jedzenia.
Wzięłam z kuchni trzy paczki chipsów, dwie paki popcornu i trzy soki.
-Kupiłem aż tyle?
-Nie, zapomniałam, że mam jeszcze „awaryjną szufladę”- zaśmiałam się.
-A gdzie moje piwo?
-O nie mój drogi, nie będziesz pił jak jest tutaj dziecko.
-A jak go tutaj nie będzie?- zaśmiał się psychopatycznie.
-Nawet o tym nie myśl.
-No dobra, dobra. Jak chcesz film?
-Mam ochotę na jakiś dramat romantyczny. Mówiłeś, że masz jakiś nie?
-Robisz mi to na złość?
-Nie, po prostu nie chcę obudzić Tobby’ego.
Kastiel włączył film, ja pootwierałam wszystko, zabierając przy tym całą jedną paczkę popcornu dla siebie.
-A ja to co?- oburzył się.
-Masz drugą… Chociaż nie, ja ubóstwiam popcorn!
-Wiesz, że to nie fair? Ale dobra, masz popcorn, a ja mam chipsy.
-Ej! Ale ja mam tylko dwie paczki, a ty aż trzy!
-Trudno…- wsadził jednego chipsa do buzi.
-No dobra, możesz- burknęłam i oparłam się o jego prawe ramię.
-Co robisz?- zapytał z uśmiechem.
-Nic. Oglądam film i opieram się o ciebie.
Chłopak zaśmiał się pod nosem i objął mnie ramieniem, tak, że teraz moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.