piątek, 12 lutego 2016

ROZDZIAŁ XVI

-Nie zostawiaj mnie nigdy więcej... Obiecaj mi to...
-Obiecuję- po tych słowach wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej.

Poczułam mocne szarpanie za ramiona. Po chwili ktoś wylał na moją twarz lodowatą wodę. Od razu się podniosłam.
-No wreszcie! Wszystko w porządku?
-Hę?
-Boli cię?
-Roza... możesz jaśniej?
-Niczego nie pamiętasz?
-Pamiętam, że dostałam w twarz, spędziłam przyjemny czas z Natanielem, później jakiś koleś chciał mnie zgwałcić, ale Nat mnie uratował- opowiedziałam ze zmieszaną miną.
-Matko, jest gorzej niż myślałam. Viola, przynieś szklankę wody!- krzyknęła do pokoju obok.
-Gorzej? Ech, możesz mi to wreszcie wytłumaczyć?
-Dostałaś w twarz. Ale nic poza tym się nie stało. Nie z tobą.
-Czekaj- łączyłam fakty- To znaczy, że to wszystko mi się wydawało?
-Tak.
-Jak się cieszę! Już myślałam, że jestem taką ciepłą kluchą. A długo byłam nieprzytomna?
-Nie, jakieś 20 minut.
-Czyli impreza dalej trwa?- uniosłam jedną brew do góry.
-Tak, ale powinnaś tu jeszcze poleżeć- skarciła mnie.
-Nie ma mowy, nie mogę przecież stracić okazji do poderwania chłopaka!
-...no dobra! Tylko błagam, nie bij się już z nikim.
Wybiegłam z pokoju i udałam się do salonu, gdzie impreza dalej trwała w najlepsze. W kuchni ktoś robił drinki. Podeszłam i wypijam dwa. Jeden po sobie. Stanęłam na palcach i zaczęłam szukać blondyna. Zauważyłam go z jakąś szatynką. Podeszłam i zdałam sobie sprawę, że to Melania. Nieudolnie próbowała go poderwać, a on nie wiedział jak się z tego wywinąć. Chwyciłam ją za ramię i odwróciłam w swoją stronę. Spojrzała na mnie jakby chciała mnie zabić, po czym znów skierowała się w stronę Nataniela i wpiła w niego swoje usta. Całowała go szaleńczo, ale w żadnym stopniu nie było to anie słodkie ani imponujące. Jej usta pochłaniały praktycznie połowę twarzy chłopaka, jej dłonie szalały po jego włosach i mięły jego koszulę. Ciągnęła za jego krawat udając jego panią. Nie zaprzeczę, myślałam, że zwymiotuję.
-Dziewczyno, daj mu święty spokój- odezwałam się wreszcie.
Ona jedynie prychnęła i zaczęła oplatać go swoją nogą. Następnie drugą, aż wreszcie oby dwie oplatywały chłopaka w pasie. Nie mogąc wytrzymać, blondyn szarpnął się tak mocno, że Melania upadła tyłkiem na ziemię. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli w ich stronę i zaczęli się głośno śmiać i robić zdjęcia.
-Wniosek? Nie powinnaś pić kochana- zwróciłam się do niej i chwytając Nataniela za rękę, pociągnęłam go za sobą. Wychodząc do ogrodu chwyciłam dwa piwa.
-Chodź dalej!- krzyknęłam, ponieważ muzyka cały czas wszystko zagłuszała. Dopiero kilka metrów dalej dźwięki ucichły i mogliśmy normalnie porozmawiać.
-Sorry za nią.
-Nie ma sprawy, szczerze mówiąc rozbawiło mnie to- podałam mu butelkę piwa- Chcesz?
-Chętnie- wziął ode mnie. Byłam w niezłym szoku- No co?
-Noo... dziwi mnie to, że pijesz- palnęłam.
-Bez przesady, nie jestem idealny- zaśmiał się.
-To dobrze!
-Dlaczego?
-Nie lubię ideałów- szturchnęłam go łokciem.
Szliśmy jeszcze kawałek aż doszliśmy do wielkiego drzewa.
-Zawsze jak przyjeżdżałam do Aghaty to lubiłam tu przychodzić. Siadamy?
-Na drzewie?
-A czemu nie?
-A dasz radę wdrapać się w tej sukience?
-Nie takie rzeczy się robiło!- wręczyłam mu piwo i zwinnie wspięłam się na gałąź, na której mieliśmy siedzieć. Nie było wysoko, więc blondyn podał mi butelki i teraz on się wspinał. Kiedy usadowił się obok mnie wręczyłam mu alkohol. Otworzyliśmy piwo i napiliśmy się.
-Czemu mnie tutaj przyprowadziłaś?
-Hm, było mi ciebie żal. W sensie, z Melanią.
-Tylko dlatego?
-Nie.
-A więc?
-A więc- zaczęłam- żeby wyjaśnić pewne sprawy.
-Jakie sprawy?- spytał jakby nieobecny.
-Moje zachowanie w stosunku do ciebie. Znaczy... kiedy z tobą flirtowałam.
-A później to samo robiłaś z Ethanem?
-Skąd wiesz?
-Widziałem was. Zresztą nic dziwnego, że ode mnie poszłaś do niego.
-Nie, nie, nie, to nie tak.
-No więc jak? Powiedz mi to wreszcie. Mam wrażenie, że czasami jesteś mi bliższa niż ktokolwiek inny!- wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
-Czy ty?
-Czasami- uśmiechnął się.
-No, no, nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała!- podał mi jedną fajkę i zapaliliśmy- Też mi się tak wydaje- powiedziałam do pewnym czasie.
-Hm?- jego wzrok, tak jak mój, był utkwiony w ciemnych koronach oddalonych drzew.
-Że jesteś mi bliższy niż ktokolwiek inny.
-A Kastiel?
-Kastiel to chłopak na jednorazową przygodę. Oczekuję czegoś innego. Fakt, chcę uczucia, namiętności, adrenaliny, ale przede wszystkim stałości, zaufania i zrozumienia.
Blondyn usiadł okrakiem na gałęzi, tak, aby móc na mnie spojrzeć. Przysunął się do mnie i zaproponował palenie po studencku. Zgodziłam się. Przyznam, że było świetnie, szczególnie, że robiłam to z Natanielem, który uchodził za grzecznego pana gospodarza. Po spaleniu zeskoczyliśmy z drzewa.
-Wiesz, mam dosyć tego udawania.
-Jakiego udawania?
-Że jestem grzecznym gospodarzem dyrektorki, że jestem idealnym uczniem i dzieckiem- powiedział po czym przycisnął mnie do drzewa i bez ogródek zaczął mnie namiętnie całować. Zszokowana całą sytuacją nie wiedziałam o co chodzi. Mimo to zaczęłam oddawać jego głębokie pocałunki. Podobało mi się to, że zachowuje się teraz tak stanowczo i buntowniczo. Odpięłam jego koszulę i dotknęłam mięśni brzucha, były takie napięte. Jego perfumy, zapach alkoholu i dym papierosowy zmieszały się doskonale. Mogłabym wdychać ten zapach bez końca. Zaczęliśmy całować się po francusku, coraz namiętniej i namiętniej. Nasze języki bardzo dobre się zgrały, sprawiało nam to wiele przyjemności. Chłopak słodko pomrukiwał, co sprawiało, że pragnęłam go jeszcze bardziej. Zwolnił uścisk i spowolnił pocałunki do minimum. Chwycił moją twarz w swoje ręce- Kocham cię. Kocham cię szalenie, rozumiesz?- przytaknęłam i znów, tym razem krótko, pocałowaliśmy się.
Stwierdziliśmy, że dłuższy spacer bardzo nam się przyda. Szliśmy więc w stronę domu dużo rozmawiając, żartując i śmiejąc się wniebogłosy. Ustaliliśmy, że o nas powiemy dopiero następnego dnia w szkole. Gdy dotarliśmy do domu impreza jeszcze trwała, ale było zdecydowanie mniej ludzi. Zostali tylko ci najbliżsi. Weszliśmy do środka jak gdyby nigdy nic i nikt niczego nie podejrzewał.
Blondyn poszedł do chłopaków, a ja udałam się do kuchni, w calu znalezienia czegoś do jedzenia.
-Elena?- odwróciłam się i ujrzałam Ethana.
-Czego?- warknęłam.
-Nie chciałem cię walnąć.
-Ale walnąłeś, a teraz spadaj.
-O co ci chodzi?
-O to, żebyś spadał?- zdziwiony chłopak nic nie powiedział tylko odszedł wolnym krokiem.
Otworzyłam zamrażarkę i wyjęłam pizze, które się tam znajdowały.
-Ej.
-Ethan, mówiłam ci, żebyś spadał- powiedziałam zirytowana.
-Ethan?- spytał zdenerwowany.
-Kastiel?- zdziwiłam się odwracając do niego- Nie no, jeszcze lepiej.
-Dobra, mam gdzieś twoje gadki, idziemy- złapał mnie za rękę i pociągnął, Wyrwałam mu się.
-No chyba śnisz nigdzie z tobą nie pójdę- prychnęłam. Chłopak pociągnął mnie raz jeszcze i to mocniej. Wyrwałam mu się i uderzyłam w twarz- Nie rozumiesz? ODEJDŹ ODE MNIE!- warknęłam i włożyłam pizze do piekarnika. Nie zważając na chłopaka odeszłam do dziewczyn.
Po 20 minutach przyniosłam jedzenie i postawiłam je na stole. Wszyscy się zeszli i jedząc, rozmawialiśmy na najróżniejsze tematy. Dochodziła 1 w nocy, więc ludzie zaczęli się zbierać. Tym razem wszyscy. Pożegnali się ze mną i poszli. Zamknęłam drzwi za ostatnią osobą, którą była Rozalia i skierowałam się do salonu.
-Nataniel?- spytałam zdziwiona- Co ty tutaj robisz?
-Chyba nie zostawię swojej dziewczyny samej z tym bałaganem- uśmiechnął się słodko.
-Kochany jesteś- dałam mu całusa w policzek.
Zaczęliśmy sprzątać dobrze się przy tym bawiąc. W ogóle nie odczuwaliśmy zmęczenia. Dochodziła godzina 2, gdy dom był już wysprzątany. Dopiero teraz w moich oczach pojawił się piasek. Ziewnęłam.
-Chyba już się położę.
-W porządku- chwycił swoją kurtkę.
-Chyba zwariowałeś, mowy nie ma, żebyś teraz szedł do domu. Zostajesz na noc. Przyszykuję Ci... a zresztą, możesz spać ze mną- puściłam mu oczko.
-Nie odmówię- zaśmiał się.
-Chcesz umyć się tutaj i przyjść czy poczekać tam?
-Umyję się od razu, będzie szybciej.
-Okej, w łazience masz wszystko- powiedziałam i zniknęłam na górze.
Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie ubranie. Naga stanęłam przed lustrem.
-Co ty dzisiaj odwaliłaś?- powiedziałam sama do siebie. Nie zwlekając dłużej wzięłam gorący prysznic. Zajął mi więcej czasu niż zwykle, ale musiałam się porządnie zrelaksować. Gdy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i weszłam do swojego pokoju. Przy oknie ujrzałam stojącego Nataniela. W samych bokserkach. Z wrażenia spadł mi ręcznik, pod którym nie miałam nic. Szybko chwyciłam go i założyłam z powrotem. Chłopak odwrócił się.
-Piękne widoki- spaliłam buraka.
-Zboczeniec- burknęłam. Spojrzał na mnie niczego nie rozumiejąc- Ach, te za oknem?- skarciłam się w myślach- Tak, masz rację. Możesz... możesz odwrócić się raz jeszcze, bo chcę się ubrać?- blondyn posłusznie wykonał moją prośbę, a ja w tym czasie założyłam bieliznę.
-Głupio mi- powiedział.
-Dlaczego?
-Bo mam na sobie tylko bokserki.
-A ja dla otuchy założyłam samą bieliznę- natychmiastowo się odwrócił.
-Ale wyglądasz w niej super.
-Ty też! Może nie tak super jak ja, ale jest dobrze- zaśmialiśmy się.
Położyłam się do łóżka, Nataniel zrobił to samo. Chwilę porozmawialiśmy, lecz, gdy moje oczy same się już zamykały, przytuliłam się do pleców chłopaka i zasnęłam.

___________________________________________________

Jak myślicie, czy taki buntowniczy styl pasuje do Nataniela? A może wcale taki nie jest?
zapraszam do komentowania, besos :*

piątek, 8 stycznia 2016

ROZDZIAŁ XV

Moją głowę zaprzątało jedno pytanie: Czy chcę z Natanielem stracić dziewictwo?
-Eleno...
-Hmm?- spytałam cicho.
-Eleno, stój. Nie możemy tak, ja nie mogę, nie mogę ci tego zrobić.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka. Wyglądał na zmartwionego i speszonego jednocześnie.
-Jezu, Nataniel, przepraszam cię. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Przecież tak naprawdę nie chcę uprawiać z tobą seksu- nastała cisza- Kurcze... Nie, to nie tak, że nie chcę z tobą. Chodzi o to, że nie teraz, nie w takich okolicznościach, rozumiesz?- spytałam z nadzieją w głosie.
-Jasne... Ja, ja już chyba pójdę do domu.
-Nataniel...- nie posłuchał. Wyszedł z łazienki zostawiając drzwi szeroko otwarte. Słyszałam tylko oddalające się kroki chłopaka i dudniącą muzykę z parteru.
-Idiotka. Jesteś skończoną idiotką Elena. Idiotką i kretynką. Cholera- syknęłam i popędziłam za nim.
Zbiegłam po schodach. Gdy zeskoczyłam z ostatniego stopnia przeraziło mnie to co zobaczyłam. Na podłodze walało się pełno butelek i puszek po piwie. W jakimś kącie leżały nawet ubrania, razem z bielizną. Ludzie oblegali ściany całując się z innymi. Nawet lesbijki przywędrowały do mojego domu. Ktoś krzyknął moje imię. Zignorowałam to i wybiegłam przed dom.
-Nataniel?!- krzyknęłam. Cisza. Wyszłam przez furtkę. Z daleka zobaczyłam wolno idącą postać- Nataniel!- powtórzyłam już nieco głośniej podbiegając.
-Do mnie tak krzyczysz, ptaszyno?
-Huh?- podniosłam wzrok i zobaczyłam jakiegoś dziwnego mężczyznę. Wiek? Na oko przed trzydziestką. Ale nie wyglądał normalnie. Jego oczy były wielkie. Ogromne. A źrenice? Zdawać by się mogło, że są większe niż tęczówki. Jego uśmiech. Był szeroki, ale sztuczny. I ten śmiech. Przyprawiał mnie o ciarki. W jednej chwili pożałowałam, że opuściłam swój dom.
-Szukasz...- zlustrował mnie- sponsora?
-Co proszę?- spytałam zszokowana.
-No już, nie bądź taka. Nieźle się wystroiłaś maleńka- złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Poczułam niesamowicie odpychającą woń. Alkohol, narkotyki i papierosy. I jeszcze ta obrzydliwa woda kolońska. Zaczęło zbierać mi się na wymioty- Oj, nie rób takiej minki. Widzę jak na mnie patrzysz, cukiereczku. Potrzebujesz trochę kaski? Za jeden numerek może wpaść ci parę groszy- zarechotał.
-Puść mnie- powiedziałam cicho.
-Co tam mruczysz?- chuchnął mi w twarz.
-Puść mnie- warknęłam głośno.
-Mmm, widzę, że jesteś agresywna. Lubię takie młode i niegrzeczne suki- zaczął całować, a raczej gryźć moją szyję.
-Puszczaj mnie zboczeńcu!- usiłowałam się wyrwać z jego uścisku, ale nieudolnie.
Jego obrzydliwe ręce zaczęły wędrować do mojego biustu. Dłonią ścisnął jedną moją pierś i chciał wsunąć ją pod sukienkę. Cudem udało mi się wyswobodzić jedną rękę i z całej siły przywaliłam mu prawego sierpowego.
-Ty kurwo- syknął i zaczął ciągnąć mnie za sobą co chwila zaciskając rękę bardziej na moim nadgarstku.
Zaczęłam krzyczeć, ale w jednej chwili odwrócił się do mnie trzymając scyzoryk w ręku. Przyłożył mi go do szyi- Jeszcze jedno słowo. Zamilkłam- No, grzeczna dziewczynka- wyszczerzył swoje przeżółkłe zęby.
Popchnął mnie w stronę płotu. Wsadził swoją nogę między moje nogi. Sapnął głośno i oblizał się. Przysunął się bliżej. Momentalnie mój biust znalazł się w jego dłoniach. Ugniatał go z całej siły. Jego dotyk sprawiał tylko i wyłącznie ból. Była tak sparaliżowana, że nie byłam w stanie ruszyć się ani o milimetr. Jego ręka zawędrowała po wewnętrznej części uda aż do koronkowych majtek. Dotknął ich delikatnie i znów przerzucił się na uda. Jego palce były szorstkie i zimne. Okropne. Podciągnął moją sukienkę i usiłował zsunąć moje majtki. Gdy tylko zaczął wkładać w nie rękę...
-Aaaa!- wrzasnęłam i zerwałam się. Zdezorientowana patrzyłam wkoło. W oddali zauważyłam siedzącą postać- To znowu on- szepnęłam i zakryłam usta dłońmi. Zaczęłam się trząść. Zobaczyłam, że postać przybliża się do mnie szybko. Zacisnęłam oczy z przerażenia. Po chwili postać objęła mnie delikatnie i pocałowała w czoło.
-Ciii, już spokojnie. To tylko zły sen- jego głos był taki ciepły i miękki. Niepewnie otworzyłam oczy i ujrzałam te cudowne, złote tęczówki.
-Nataniel?- spytałam drżącym głosem.
-Jestem tu- dalej czule mnie uspokajał.
-Nie zostawiaj mnie nigdy więcej... Obiecaj mi to...
-Obiecuję- po tych słowach wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej.

poniedziałek, 12 października 2015

                                       ROZDZIAŁ XIV
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Gdzie on jest?!- gdy tylko drzwi się otworzyły, do domu weszła wściekła blondynka.
-Amber, co ty robisz u mnie w domu?
-Jak myślisz? Szukam swojego durnego brata.
-Ej, Nat wcale nie jest durny.
-Amber? Czego ty tutaj szukasz?- Nataniel do nas podszedł.
-Ciebie idioto.
-Nie pozwalaj sobie- upomniał ją.
-Co ty u niej robisz?- zjechała mnie wzrokiem od góry do dołu.
-Odwiedziłem ją, nie widać?
-Po co?
-A to już nie twój interes- warknęłam.
-Szykuje się jakaś impreza, tak? Wiesz, że jak rodzice się o tym dowiedzą...
-Ależ Amber- wtrąciłam- ty również jesteś zaproszona.
-Ja?
-Tak, możesz przyjść ze swoimi przyjaciółkami.
-Ale Kastiel też jest zaproszony?
-Taaak- skłamałam.
-Dobra, o której?
-O 20.
-Spoko, będziemy. Tym razem ci się upiekło- zwróciła się do brata i wyszła trzaskając drzwiami.
Wybuchnęłam śmiechem.
-Po co ją zapraszałaś?
-Żebyś ty mógł zostać. Poza tym, będzie ciekawie.
-Nie jeśli ten frajer tu będzie.
-Masz na myśli Kastiela? Nie jest zaproszony- uśmiechnęłam się wrednie.
-Ale powiedziałaś, że jest i...
-Kłamałam. Zobaczycie, będzie świetnie!
-Dobra Elena, trzeba się wyszykować!- dziewczyny zaczęły ciągnąć mnie do pokoju na górze.
-Dziewczyny, jest dopiero 19- oznajmił Lysander.
-Chciałeś powiedzieć JUŻ 19!- wrzasnęła białowłosa i zniknęłyśmy na piętrze.
Po niecałej godzinie byłyśmy już wyszykowane. Violetta miała na sobie obcisłą fioletową sukienkę i baleriny w tym samym kolorze. Rozalia założyła białą miniówkę i wysokie obcasy. Ja natomiast założyłam czarno-czerwoną sukienkę bez ramion, do tego czarne lity. Umalowałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Nie powiem, gdy byłyśmy na schodach, chłopakom opadły szczęki, dosłownie.
-Wyglądacie... łał!
-Dzięki Nat- delikatnie otarłam się o niego, gdy przechodziłyśmy. Chłopak spalił buraka i był wyraźnie zdziwiony, ale jednocześnie było widać, że to mu się podobało. Uśmiechnęłam się zalotnie, ale dyskretnie i udałam się do kuchni.
Dziewczyny włączyły muzykę, a goście zaczęli się schodzić. Przychodzili przyjaciele, znajomi i znajomi znajomych. W sumie dom był cały zapełniony ludźmi. Dużo tańczyłam, gadałam, śmiałam się z najbliższymi, ale po czasie zaczęłam tańczyć z zupełnie obcymi mi chłopakami. Po chwili ktoś złapał mnie za nadgarstek.
-Eleno, możemy pogadać na zewnątrz?
Nie rozróżniłam chłopaka, który ciągnął mnie za rękę. Dopiero gdy wyszliśmy do ogrodu z tyłu domu, rozpoznałam blond czuprynę.
-Co to było?- zapytał.
-Hę?- przyznaję, teraz dość trudno szło mi myślenie.
-Kiedy schodziłyście na dół.
-Chodzi ci o to?- spytałam i znów otarłam się o chłopaka. On jedynie przytaknął.
Tym razem otarłam udem o jego krocze.
-C-co ty robisz?- spytał. Mruknęłam niewyraźnie i przybliżyłam twarz do jego twarzy- Hej, chyba za dużo wypiłaś...
-Dlaczego tak uważasz?
-Bo na trzeźwo nigdy nie zrobiłabyś czegoś takiego. Nie ze mną.
-Nataniel!- ktoś krzyknął z domu.
-Czego?!
-Ktoś cię szuka.
Blondyn ruszył niechętnie do domu, a do mnie podszedł ktoś inny.
-Przemyślałaś sprawę?
-Ethan?- zmrużyłam oczy.
-I dlatego mnie zaprosiłaś?
Pewnie chodzi mu o nasz były i niedoszły związek, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc milczałam. Chwycił mój podbródek i uniósł delikatnie do góry. Alkohol, który wcześniej spożyłam, sprawił, że w jednej chwili zapragnęłam go całego. Momentalnie, przej jego ramie, ujrzałam Kastiela. Nie myśląc długo przyciągnęłam Ethana do siebie i pocałowałam go. Chłopak przejął inicjatywę i teraz ja stałam oparta o drzewo, a jego ciało praktycznie leżało na moim.
-Co wy robicie?!- wrzasnął czerwonowłosy podbiegając do nas.
Ethan odwrócił się i zgromił Kastiela wzrokiem.
-Całujemy się, ślepy jesteś?
-Uważaj sobie na słowa, chłopczyku.
-Możesz dać nam wreszcie święty spokój?
-Nie będziesz jej dotykał, rozumiesz?- warknął podchodząc do szatyna.
-Bo co?- zaśmiał się, a chłopak przywalił mu z pięści w twarz. Za chwilę Ethan mu oddał i tak narodziła się bójka. Przez chwilę stałam jak słup soli i patrzyłam się na zaistniałą sytuację. Dopiero po paru chwilach zreflektowałam się o co chodzi. Od razu krzyknęłam, żeby przestali, ale pozostawali głusi na moje prośby i rozkazy. Podeszłam do nich w celu ich rozdzielenia. Niestety nie skończyło się to dla mnie szczęśliwie, bo w jednej chwili zauważyłam nadlatującą pięść i poczułam ból, który po chwili zaczął być coraz bardziej intensywny. Osunęłam się na kolana zakrywając połowę twarzy dłonią. Muszę przyznać, że po tym ciosie oprzytomniałam.
-Co ty kurwa zrobiłeś?!
-Ja?! To ty jej przywaliłeś!
Podniosłam wzrok na chłopaków. Ethan był przyciśnięty do drzewa przez Kastiela, który delikatnie, aczkolwiek coraz mocniej go przyduszał. Teraz byłam pewna- to Ethan mnie uderzył. Nie celowo oczywiście.
Zdenerwowałam się. Zamiast mi pomóc, wolą dalej się ze sobą kłócić. Wstałam i zwróciłam się w stronę drzwi. Któryś z chłopaków złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i z całą siłą wymierzyłam mu w twarz. Drugi zaśmiał się, po czym również dostał. Nie było mi do śmiechu, ani trochę. Weszłam do domu i szybkim krokiem udałam się na piętro.
Oparłam się o ścianę i oddychałam głęboko.
-El... Elena! Co ci się stało?- odwróciłam głowę w stronę dobiegającego głosu i ujrzałam Nataniela.
-A to nic, dostałam w twarz- powiedziałam beznamiętnie. Chłopak popatrzył na mnie przerażony, chwycił pod ramię i wprowadził do łazienki.
Posadził mnie na oparciu wanny, a sam zaczął szukać apteczki.
-Na półce nad lusterkiem- wymamrotałam.
Wyjął gaziki, zamoczył, podszedł i zaczął obmywać mi rozciętą skroń. Robił to naprawdę delikatnie. Jego ręka była taka ciepła. Zamknęłam oczy i mruknęłam. Nie wiem ile to trwało, ale, gdy chłopak nakleił plasterek i powiedział, że gotowe, otworzyłam oczy.
-Dziękuję- wstałam.
-Nie ma sprawy. Uważaj na siebie. Bardzo się o ciebie martwię...
-Dlaczego?- spytałam podchwytliwie.
-...bo mi się podobasz- powiedział cicho.
-Mmmm- podeszłam do niego- Wiesz, że też nie jesteś mi obojętny?- Chłopak odwrócił wzrok. Znów otarłam nogą o jego krocze- Jestem w pełni świadoma tego co robię.

Poczułam delikatne wybrzuszenie w jego spodniach- spodobało mi się to. Przybliżyłam swoją twarz do jego twarzy i oddychałam płytko. Przymknęłam oczy i poczułam jak blondyn delikatnie musnął moje wargi swoimi. Cicho jęknęłam i bardziej przywarłam do chłopaka. On natomiast coraz bardziej wpijał się w moje usta. Delikatne pocałunki przerodziły się w szaleńczą zabawę naszych języków. Poczułam, że Nataniel naprawdę mnie pociąga. Czułam się przy nim bezpiecznie.
Zwolnił tępo i opuszki jego palców delikatnie muskały moją szyję. Odgięłam ją do tyłu. Chłopak powoli przechodził z moich ust na szyję, zostawiając na niej mokry ślad. Poczułam jak zaczyna ją ssać. Tak, robił mi malinkę. Nataniel robił malinkę na mojej szyi. Znów jęknęłam, ale tym razem głośniej. Załapałam go delikatnie za krocze. Moją głowę zaprzątało jedno pytanie: Czy chcę z Natanielem stracić dziewictwo?

_________________________________________________

Ja wiem, ja wiem. Sama głupio się czuję, że nie dodawałam, mimo, że obiecywałam. Ale nie miałam czasu... Naprawdę. Ale teraz już go mam! Rozdział jest, a następny będzie niedługo. Obiecuję! <3

środa, 22 kwietnia 2015

HALO HALO!

Wszem i wobec oznajmiam, że wracam na bloga!
Wybaczcie, że nic teraz nie dodawałam, ale nie miałam czasu, szkoła, problemy osobiste i tak dalej.

Ale jestem i piszę kolejny rozdział! I mam zamiar mniej więcej regularnie dodawać posty.
WAŻNA SPRAWA!
Kiedyś również pisałam opowiadanie o sf, więc dlatego tutaj zmieniam pewną sprawę. Mianowicie chodzi mi o "kolegę" Eleny Jake. Od dziś (a raczej już od jakiegoś czasu) nie jest to Jake, ale Ethan. Mam nadzieję, że nie będzie z tym żadnego najmniejszego problemu. Tak więc dziękuję i jeszcze raz przepraszam ;/


Oczywiście pozdrawiam Sylwię i również czekam na jej rozdział! :*

sobota, 20 grudnia 2014

ROZDZIAŁ XIII

-Kastiel?!- zmierzył go wzrokiem od góry do dołu- Eleno, możesz mi to wytłumaczyć?- zwrócił się do mnie.
-Co ty tu robisz?- warknął ponownie.
-Chyba co TY tu robisz- popatrzył na niego i znów na mnie. Zasmucił się- Zresztą to nieistotne, muszę spadać.
-I dobrze- syknął czerwonowłosy i wszedł z powrotem do łazienki.
Blondyn ruszył w stronę drzwi, ale zatrzymałam go.
-Nat?- spytałam. Nie odpowiedział nic- Nat, to nie jest to co myślisz.
-Przychodzę do ciebie i zastaję Kastiela w samym ręczniku. To naprawdę nie to co myślę? I do tego nie było cię w szkole. Jego też nie.
-Ale nic między nami nie ma. Po prostu przyszedł mi pomóc. To wszystko. Przyjaciele powinni mieć do siebie zaufanie- w odpowiedzi usłyszałam tylko niewyraźny bełkot- No dobrze, a więc co chciałeś mi powiedzieć?
-Wiem co dyrektorka organizuje.
-Tak? Co takiego?
-Bal.
-Bal?
-Tak, co roku pod koniec maja szkoła organizuje bal tematyczny. Każdego roku jest inny temat.
-Jaki jest w tym?
-Tego jeszcze nie wiem, ale w poniedziałek wszystko będzie wiadome.
-Super, trzeba przychodzić w parach?
-N-nie, ale można…
-Świetnie!
-Cieszysz się?
-Tak, bal to przecież niezła sprawa! No dobrze, może chcesz zostać?
-Nie, nie mogę!- wypalił- Muszę pomóc Amber w pewniej sprawie. Pa!- rzucił i szybkim krokiem wyszedł z domu.
Powolnymi ruchami zamknęłam drzwi i zwróciłam się w stronę kuchni.
-Bu!- krzyknął, gdy tylko się odwróciłam. Odruchowo walnęłam Kastiela w twarz.
-Cholera! Co ty wyprawiasz?!
-Przepraszam! To taki odruch- skrzywiłam się- Dobrze, że przynajmniej się ubrałeś.
-Co ten dupek chciał?- zapytał.
-Nataniel. Chciał mnie poinformować o wydarzeniu, które dyrektorka organizuje.
-Znowu coś idiotycznego?
-Bal!
-Nie mów mi, że się cieszysz- powiedział z politowaniem.
-A dlaczego? To genialny pomysł! Można iść w parach, wiesz?- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Liczysz na to, że cię zaproszę?- zaśmiał się- Nie jesteśmy razem.
-Nawet nie chciałabym z tobą iść- fuknęłam.
-Nic między nami nie ma, a ja nie mam zamiaru na to iść- powiedział.
-Okej- burknęłam- Wiesz, przypomniało mi się, że musisz sobie iść.
-Wyganiasz mnie?
-No w sumie tak. Muszę coś załatwić- skierowałam go do drzwi- Dzięki za pomoc- rzuciłam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.


-Roza, co robisz dziś wieczorem?- zapytałam.
-Właściwie to nie mam niczego w planach, a co? Szykuje się jakaś imprezka?!
-Tak, czuj się zaproszona. Zgarnij Violę i widzimy się u mnie za godzinę. Wszystko przygotujemy.
-A co z zaproszeniami?
-Możesz się tym zająć. Zaproś wszystkich prócz Kastiela.
-Dlaczego? Pokłóciliście się?
-Nie, nie bardzo. Ale mam ochotę trochę się nim pobawić. Okej, to widzimy się u mnie za godzinę, pa!- rozłączyłam się.
Dziś, 20. u mnie w domu. Wpadaj jeśli masz czas, Elena.”- przeczytałam na głos treść sms'a- Okej, Ethan! I wyślij- dotknęłam palcem ekranu telefonu- Będzie niezła zabawa- zaśmiałam się.
Po 45 minutach, gdy posprzątałam cały dom, przyszły do mnie dziewczyny.
-Hej- wpuściłam je do środka- Roza, wszyscy zaproszeni?
-Wszyscy, prócz Kastiela. I wszyscy przyjdą- uśmiechnęła się- Nie zdenerwujesz się jak powiem, że niedługo ktoś przyjdzie?- widząc moje pytające spojrzenie, dodała- Lysander. W sumie miał nie przychodzić, bo jest trochę smutny, ale namówiłam go i zmienił zdanie. No i spytał się czy może przyjść już teraz, więc... Nie jesteś zła, prawda?
-Zła? Skądże! Pomoże nam- zaśmiałam się- A za ile ma być?
-Za jakieś pół godziny, mówił, że musi coś jeszcze załatwić.
-Okej, to zaczynamy przygotowania?- zapytała fioletowłosa- W ogóle co to ma być za impreza? Jak jakaś specjalna okazja?
-Może- odpowiedziałam tajemniczo i poszłam do kuchni. Dziewczyny poszły za mną.
-Może? I co to spojrzenie znaczy? Czy ty masz jakiś chytry plan?
-Ależ Rozalio! Czy ty uważasz, że mam zamiar zabawić się czyimiś uczuciami?- udałam oburzenie po czym wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-No dobra, to co robimy?
-Trzeba zakupy zrobić... Właśnie Roza, którą godzinę podałaś?
-Dwudziestą, może być?
-Jest...- spojrzałam na zegarek, który wskazywał osiemnastą- Perfekcyjnie!
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć!- podeszłam do drzwi, przekręciłam zamek i otworzyłam je szeroko. Ujrzałam wysoką postać stojącą pod słońce. Nie mogąc zobaczyć twarzy, przysłoniłam sobie oczy ręką.
-Witaj- uśmiechnął się.
-Hej Lysander, wchodź- wpuściłam go, zamykając za nim drzwi.
-Nie przeszkadzam?
-Skądże!- przytuliłam go na powitanie, na co zmieszał się i zarumienił.
-C-co ty robisz?
-Witam się- słysząc odpowiedź odwzajemnił niepewnie uścisk.
-Lysiu jak dobrze, że już jesteś- odezwała się białowłosa- pójdziesz razem z Eleną do sklepu po zakupy. Tu macie listę- wręczyła nam jakiś papierek- i szybko, szybko, mamy mało czasu!
Wzięliśmy siatki, pieniądze i wyszliśmy z domu. Chwilę szliśmy w ciszy, aż wreszcie Lysander ją przerwał:
-Z jakiej okazji ta impreza?
-Wiesz, chciałam po prostu trochę się zabawić.
-Zabawić?- zdziwił się.
-Tak, w gronie najbliższych osób.
-Z tego co słyszałem, to Roza zaprosiła więcej niż tylko najbliższe osoby...
-Bez przesady, całego miasta nie zaprosiła... Prawda?
-Nie wiem, ale z połowę na pewno- zaśmiał się.
-Nieważne. Ważne, że ty przyszedłeś- uśmiechnęłam się.
-C-co?- zmieszał się.
-Noo... Bardzo się cieszę, że chciałeś przyjść.
-Dla ciebie wszystko- powiedział cicho i niewyraźnie.
-Hm? Co mówiłeś?
-N-nic- zrobił się cały czerwony, a ja tylko zaśmiałam się pod nosem- O której to impreza się zaczyna?
-O dwudziestej- dlaczego ta rozmowa nam się nie klei?
-Bardzo ładnie wyglądasz- wypalił, po czym mało co nie zakrztusił się powietrzem.
-Wyglądam jak zawsze, ale dziękuję. To bardzo miłe- uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
Całą dalszą drogę do sklepów pokonaliśmy w ciszy. Co chwila tylko spoglądałam raz na niego, raz na listę zakupów. Kątem oka widziałam, że on również mi się przygląda gdy nie patrzę. Nie powiem, czułam się trochę nieswojo. Nie wiem dlaczego, przecież się przyjaźnimy i w ogóle...
-Słyszałeś o balu, który dyrektorka organizuje?
-Tak, świetna sprawa. Nie wiem tylko jaki temat będzie.
-Czy ty też czujesz, że rozmowa nam się nie klei?
-Tak. To chyba moja wina, przepraszam.
-Ale nawet tak nie mów, to nie twoja wina. Trzeba się wyluzować trochę- zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
Weszliśmy do sklepu w poszukiwaniu przekąsek z listy.
-Alkohol?- zdziwił się czytając ostatnią rzecz z kartki.
-Nie sprzedadzą nam. Nie ma szans.
-Nie?- uniósł jedną brew do góry- To patrz- nawrzucał do wózka najróżniejsze alkohole.
Trochę mnie to zdziwiło. Co ja gadam, ogromnie mnie to zdziwiło, nie spodziewałabym się tego po nim. Po Kasie tak, ale Lys? Rozumiem, że są najlepszymi przyjaciółmi, ale to i tak dziwne.
Normalnym krokiem podszedł do kasy, przy której stała jakaś młoda dziewczyna z blond włosami, około szesnastu, może siedemnastu lat. Podeszłam niepewnym krokiem i rzuciłam na taśmę paczkę gum. Od razu zauważyłam jak dziewczyna przygląda się Lysandrowi. Jej maślane oczy ją zdradziły. Widać, że on bardzo się jej podoba. Ciekawe tylko czy w drugą stronę też to tak działa.
Razem z Lysem zaczęliśmy wypakowywać zakupy na taśmę. Było tego sporo. Dziewczyna zaczęła wolno kasować każdą rzecz, patrząc cały czas na Lysandra. Nie spodobało mi się to.
-Lysander?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem- Mógłbyś sięgnąć tamtą paczkę dla mnie? Nie dosięgam.
-Pewnie!- powiedział i zaczął prężyć się, sięgając ręką do najwyższej półki.
Przez jego ramię spojrzałam na dziewczynę. Patrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić. Uśmiechnęłam się do niej wrednie, pokazując kto tu rządzi.
-Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się, gdy podał mi paczkę.
Blondynka skasowała już część rzeczy, a ja zaczęłam pakować je do siatek. Złapała ostatnią paczkę, po której był alkohol.
-Hej Nino, niedługo chyba gramy koncert wiesz?- zaczął, a dziewczyna spojrzała na niego nieśmiało.
-Naprawdę?- odezwała się cicho.
-Tak. Wiesz, jeśli chcesz to będziesz mogła przyjść- blondynka tak się w niego zapatrzyła, że nawet nie zwróciła uwagi na to co kasuje.
-Z przyjemnością przyjdę- uśmiechnęła się niewinnie.
Zapakowałam alkohol do toreb.
-Ile płacę?- zapytał po chwili.
-Em...- spojrzała na kasę- 250$- chłopak zrobił zmieszaną minę.
-Już daję- wtrąciłam się, wyjmując pieniądze z portfela i dając je dziewczynie.
-Dziękuję- powiedziała, patrząc na mnie z żalem i wściekłością.
-Dzięki- odebrałam paragon i zgarnęłam Lysandra.
-Do zobaczenia!- rzucił, biorąc siatki i wychodząc ze mną ze sklepu.
-Nieźle to zagrałeś- powiedziałam, gdy wyszliśmy.
-A jeśli nie udawałem?- zapytał patrząc gdzieś w daleki punkt.
-C-co?- oniemiałam- Ty tak naprawdę?
-Ale masz minę!- zaśmiał się.
-To nie było śmieszne!- skrzywiłam się, ale za chwilę mu zawtórowałam.
Prze całą drogę rozmawialiśmy o tej dziewczynie. Dowiedziałam się, że zna Lysandra z ich pierwszego koncertu, że się w nim zakochała i jest w ostatniej klasie gimnazjum.
-Często chodzisz tam do sklepu?
-Od czasu do czasu- odpowiedział szybko.
-A mi się wydaje, że trochę częściej niż od czasu do czasu- weszliśmy do domu.
-Bez przesady- sapnął, zamknąwszy za mną drzwi.
Poszliśmy do kuchni odstawić zakupy. Zaczęliśmy je rozpakowywać. Przyszły dziewczyny.
-No no, powiem ci, że masz całkiem niezłe ubrania!- zawołała Violetta.
-Tak, a co najważniejsze masz seksowną bieliznę!- krzyknęła białowłosa, biorąc puszkę coli z siatki.
-Rozalio!- upomniałam ją. Zobaczyłam całą czerwoną twarz Lysandra. Za chwilę zza rogu wyłonił się również czerwony Nataniel.
-Hej Eleno...
-Hej Nat, co tu robisz?
-Przyszedłem trochę szybciej, nie przeszkadza ci to?
-Nie skądże- spojrzałam na wściekłego białowłosego- mi nie. A teraz Rozalio, mogę cię prosić na stronę? Ciebie też Violu.
Zostawiłam chłopaków w kuchni i poleciłam im rozpakowanie wszystkich toreb. Z dziewczynami poszłam do salonu.
-Roza proszę, czy mogłabyś chociaż nie przy chłopakach?
-Przecież to nic takiego!- oburzyła się.
-Wiesz... Wydaje mi się, że Elena ma racje. To było trochę... nietaktowne.
-No dobra, już dobra! Ale nieważne! Jest ważniejsza sprawa!
-Jaka?- zapytałam.
-Kastiel- ucięła.
-Co?!
-Był tutaj. Chciał z tobą pogadać. Teoretycznie go spławiłyśmy, ale wydaje nam się, że chyba tu jeszcze przyjdzie...
-Ale o imprezie nic nie wie?
-Noo...
-Roza proszę cię!
-Powiedziałam tylko, że mamy piżama party! We trzy! No i... wydaje mi się, że przyjdzie.
-Oby nie- westchnęłam.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
_________________________________________________

Po długim czasie, ale jest! Mam nadzieję, że jutro dodam następny! <3

poniedziałek, 13 października 2014

ROZDZIAŁ XII

Chłopak zaśmiał się pod nosem i objął mnie ramieniem tak, że teraz moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.
-Pograjmy w prawdę- zaproponowałam.
-Hm?- spojrzał na mnie unosząc jedną brew do góry.
-No pograjmy w prawdę.
-Jaką prawdę?
-No, ja zadaję tobie pytanie, na które odpowiadasz szczerze, a później ty zadajesz mi pytanie. I tak w kółko- skierowałam twarz w jego stronę.
-Przecież ja zawsze odpowiadam szczerze- powiedział niewinnie.
-Tak, tak. No więc jak? Gramy?- wyszczerzyłam się.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
-To jest odpowiedź czy pytanie z podtekstem seksualnym?
-Zależy co wolisz- zaśmiał się.
-Głupi jesteś- skrzywiłam się.
-Nie sugeruję... Stwierdzam fakty- uśmiechnął się.
-Okeej, przyjmuję wyzwanie- zmierzyłam go wzrokiem.
-No dobra, to była odpowiedź.
-Sugerujesz, że mnie pokonasz?- zerwałam się do pozycji siedzącej.
-Ja to po prostu wiem. Zagnę cię jednym, jedynym pytaniem.
-Wątpię- uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego kolanach.
-Nie za wygodnie ci?- zaśmiał się.
-Nie, a co? Przeszkadzam ci?
-Ty? Nigdy. No dobra, to ja zaczynam?- kiwnęłam głową- Okej, lubisz mnie?
-Serio? Myślałam, że zadasz coś bardziej… intymnego?
-Spokojnie, wszystko w swoim czasie- ukazał swoje śnieżnobiałe zęby- No więc?
-Tak. Ile miałeś dziewczyn przede… Ile miałeś dziewczyn?
-Przed tobą? Nie wiem, nie liczyłem- parsknął śmiechem, na co ja prychnęłam- No dobra, podobam ci się?- zakrztusiłam się żelkiem, którego właśnie wsadziłam do buzi.
-Że co?- uspokoiłam się- Jesteś przystojny i w ogóle, ale nie masz tego czegoś. Wiesz…- chłopak nachylił się i pocałował mnie w usta. Zaczął delikatnie. Po chwili jego pocałunki stawały się głębsze i dziksze. Pogładziłam go dłonią po poliku. Przerwał pocałunek. Odsunął swoje usta od moich, tak, że ledwo się dotykały. Cała drżałam, krew buzowała mi w głowie, nie mogłam zebrać myśli w jednolitą całość.
-Kastiel- szepnęłam- Co właściwie jest między nami?
-Milimetry przerwy- sapnął i znów wpił się w moje usta. Objęłam go za szyję. On delikatnie uniósł mnie i posadził na swoich kolanach. Z największą precyzją oddawałam każdy, nawet najmniejszy pocałunek. Chłopak podniósł moją bluzkę, odsłaniając mój brzuch. Chłód przeszył moje ciało,  gdy Kastiel go dotknął. Cicho jęknęłam, a chłopak całkowicie zdjął mi bluzkę. Odsunął moje włosy na bok i powoli ustami zaczął przesuwać się w stronę mojej szyi.
-Kas…- powiedziałam odchylając głowę do tyłu, a chłopak mruknął zadowolony.
Przejechał palcami po moim nagim boku. Jęknęłam głośno.
-Podoba ci się to?- zapytał. Nie odpowiedziałam. Jednym ruchem zdarłam z niego koszulkę. Popatrzył na mnie zdziwiony, ale po chwili się uśmiechnął- Jesteś taka podniecająca- ukazał zęby w uśmiechu.
Zdałam sobie sprawę, że siedzę na nim w samym biustonoszu. Spuściłam wzrok na dół.
-Hej, co jest?- zapytał, unosząc moją brodę do góry.
-No bo… Co my robimy? Co właściwie jest między nami?- spytałam patrząc mu głęboko w oczy. Nie odpowiedział, ale przytulił mnie mocno do siebie. Czułam jak jego mięśnie są napięte. Zaczął gładzić moje włosy, a ja wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
Obudził mnie chłód przeszywający moje ciało. Przetarłam oczy i ujrzałam śpiącego Kastiela. Równocześnie zauważyłam, że mam na sobie tylko biustonosz, który i tak mało co nie spada. Poprawiłam go, zarzuciłam na siebie bluzkę, która leżała na kanapie i spojrzałam na śpiącego chłopaka.
-Kastiel- powiedziałam cicho- Kastieeeel- powtórzyłam raz jeszcze, ale nadal brak odpowiedzi dmuchnęłam chłopakowi delikatnie w twarz. Mruknął coś niewyraźnie przez sen i odwrócił głowę w drugą stronę.
Przeczesałam ręką swoje włosy. Spojrzałam na włosy Kastiela i wpadł mi do głowy genialny pomysł.
Siedząc dalej na chłopaku zaczęłam pleść mu warkoczyki na głowie. Nie potrzebowałam gumeczek, bo jego włosy dobrze trzymały się nawet bez nich. Po około dziesięciu minutach cała głowa czerwonowłosego była w warkoczykach. Niechcący wyrwałam chłopakowi jeden włos.
-Ała!- wrzasnął- Co ty robisz?
-Ja? Nic- powiedziałam udając, że nie wiem o co chodzi- Ja… Ja chyba muszę do łazienki!- krzyknęłam i zerwałam się z jego kolan. Kastiel w jednym momencie złapał się za włosy i pognał za mną. Niestety był szybszy i nim zamknęłam drzwi od łazienki, wbiegł do niej wściekły.
-Co ja ci zrobiłem?!- wycedził przez zęby, spoglądając raz na mnie, raz na swoje odbicie w lustrze.
-Ale wyglądasz uroczo- powiedziałam niewinnie, po czym zaczęłam się śmiać. Chłopak wykorzystał okazję i podszedł do mnie od tyłu, obejmując mnie w talii. Przerzucił mnie przez ramię. Zdezorientowana nie wiedziałam co się dzieje. W jednej chwili znalazłam się w wannie.
-Kastiel, co ty…- pomachał mi słuchawką przed twarzą, po czym odkręcił wodę. Lodowata woda oblała kolejno mój brzuch, nogi i głowę- Aaaaa! Kastiel!- wrzeszczałam.
-Odechce ci się robienia mi jakichś warkoczyków na głowie- zaśmiał się i znów oblał mnie całą. Po skończonym „prysznicu” wstałam i wyszłam z wanny. Chciałam sięgnąć po ręcznik, który leżał obok, ale chłopak złapał mnie za nadgarstek- Oto przed państwem miss mokrego podkoszulka!- zarechotał i zaczął bić brawo.
-Haha, bardzo śmieszne- zgromiłam go wzrokiem i zaczęłam się wycierać.
-No już nie rób takiej miny, to było zabawne!
-Dla ciebie- ucięłam krótko, dalej gromiąc go wzrokiem.
-Dobra, a teraz mi to rozplącz- powiedział, łapiąc się za włosy.
-Słucham?- spojrzałam na niego jak na idiotę- Za to co mi zrobiłeś? Nie ma mowy.
-Ty to zrobiłaś i ty masz to rozplątać.
-Ty mnie oblałeś, ale jakoś to ja się wycieram- sapnęłam.
-A chcesz, żebym zrobił to za ciebie?- spytał, podchodząc z ogromnym uśmiechem na ustach.
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie- wydęłam usta w geście niezadowolenia.
-Więcej nie będziesz miała takiej okazji- uniósł kilkakrotnie brwi.
-Bardzo się cieszę- rzuciłam, wychodząc z łazienki- Idę się przebrać, a ty zajmij się dzieckiem.
-Ale dostanę za to nagrodę?- uśmiechnął się.
-Tak, dodatkowy czas do spędzenia z Tobby’m- uśmiechnęłam się i zniknęłam na górze.
Weszłam do pokoju, przebrałam się w jakieś spodenki i luźną bluzkę i zeszłam z powrotem na dół. Widok, jaki ujrzałam, rozbawił mnie do łez. Zrezygnowany Kastiel, który z trudem odgania ręce małego dziecka, łapiącego non stop jego włosy, był naprawdę komiczny.
-Proszę cię weź to…
-Spędziłeś z nim niecałe pięć minut i już masz dosyć?- zaśmiałam się.
-Tak, dzieci są okropne.
-A teraz pomyśl co przeżywa kobieta, jak zostaje całymi dniami w domu i zajmuje się dziećmi- burknęłam i wzięłam dziecko na ręce.
-Ale wy się do tego nadajecie. To wasza rola, jesteście do tego stworzone- zaśmiał się.
-Sugerujesz, że kobieta ma siedzieć tylko w domu i opiekować się dziećmi i swoim kochanym mężem?
-No chyba tak- zaśmiał się.
-Jesteś idiotą. No i dlatego nie zamierzam mieć dzieci- ucięłam.
-Jasne, jasne- rechotał dalej- W każdym razie, ktoś do ciebie dzwonił jak byłaś na górze- podał mi telefon.
-Kurcze, Care dzwoniła, potrzymaj go- znów dałam dziecko Kastielowi, który niechętnie go wziął- Muszę oddzwonić.
Odeszłam na chwilę.
-Możesz zacząć pakować małego- powiedziałam, skończywszy rozmowę.
-Hm?
-Caroline zadzwoniła, że jego babcia bardzo chciałaby się nim zająć przez ten czas, więc Tobby idzie z nią- uśmiechnęłam się.
-Kiedy będzie?
-Niedługo. Godzina, dwie.
-Czyli wieczorem imprezka? Super!
-O nie! Żadnej imprezy. Mówiłam, u siebie rób ile chcesz, ja pasuję.
-Zdziwisz się- powiedział oddając mi dziecko.
-Nawet o tym nie myśl, nie wpuszczam tu nikogo.
-Ty nie, ja tak- parsknął śmiechem.
-Tylko spróbuj- syknęłam.
Po godzinie mały został oddelegowany babci, a my mieliśmy cały dom dla siebie.
-Jest po 13, na co masz ochotę?- zapytał mnie, przygniatając do ściany.
-Na pizzę- powiedziałam beznamiętnie- Na pizzę i sen. Porządny sen- skrzywiłam się.
-Chodzi mi raczej o coś bardziej przyjemnego- dalej trzymał mnie ciężarem swojego ciała.
-Kastiel- sapnęłam- Proszę cię…
-Nie musisz prosić- szepnął i pocałował mnie w usta. W jednym momencie objęłam go za szyję i przycisnęłam mocniej do siebie. Całował każdy skrawek moich ust, a ja bawiłam się jego rozplątanymi już włosami. Zaczął delikatnie pieścić moją szyję. Przeszedł mnie niewyobrażalny dreszcz podniecenia. Odchyliłam głowę do tyłu, udostępniając chłopakowi odstęp do szyi. Delikatnie ją pocałował, aby później zacząć ją delikatnie ssać i muskać wilgotnym językiem. Jęknęłam. Było tak cudownie. Już miałam przejąć inicjatywę, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odskoczyłam od chłopaka jak poparzona.
-Halo?- odebrałam oddychając nierówno.
-Elenko? Co się stało dlaczego tak dziwnie oddychasz?
-Hej Agatho, zbiegałam po schodach, to dlatego. Wszystko okej u was?
-Tak, chciałam cię tylko poinformować, że z Nickiem wracamy jakoś w poniedziałek lub wtorek. Jest tu po prostu cudownie!- Kastiel pokazał, że idzie wziąć prysznic- Następnym razem jedziesz z nami. Koniecznie!
-No dobrze- zaśmiałam się- A co właściwie…
-Oj Elenko- przerwała mi- Niestety muszę kończyć, bo Nick mnie woła. Przygotował jakąś niespodziankę dla mnie. Ale u ciebie wszystko w porządku?
-Tak, w jak najlepszym. No dobrze, więc ja ci już nie przeszkadzam. Ach, koniecznie pozdrów Nicka! Pa!- rozłączyłam się i usiadłam w kuchni przy blacie. Patrzyłam na drzwi łazienki, w której przebywał teraz czerwonowłosy.
-Co tak właściwie jest między nami?- spytałam samą siebie.
Ktoś zapukał do drzwi. Z niechęcią wstałam i podeszłam do drzwi. Spojrzałam przez wizjer. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi.
-Witaj Nat- przywitałam się.
-Hej… Mogę wejść?
-Tak, pewnie, proszę. Napijesz się czegoś?
-Soku jeśli można.
-Pewnie, siadaj, ja już nalewam.
Idąc z Natanielem do kuchni z łazienki wynurzył się czerwonowłosy, owinięty tylko ręcznikiem w pasie.
-Gdzie masz… A ten idiota co tutaj robi?- warknął.
-Kastiel?!- zmierzył go wzrokiem od góry do dołu- Eleno, możesz mi to wytłumaczyć?- zwrócił się do mnie.

___________________________________________________

Jezu, przepraszam bardzo, bardzo mocno, że rozdziału nie było tak długo, ale wiecie... szkoła. No ale już jest i mam nadzieję, że się podoba XD

poniedziałek, 8 września 2014

Hej, hej! Przepraszam, że rozdziału kolejnego jeszcze nie ma, ale wiecie szkoła i te sprawy... Masakra!
Ale mam nadzieję, że w ten weekend uda mi się coś dodać :)