niedziela, 14 lutego 2016

ROZDZIAŁ XVII

Położyłam się do łóżka, Nataniel zrobił to samo. Chwilę porozmawialiśmy, lecz, gdy moje oczy same się już zamykały, przytuliłam się do pleców chłopaka i zasnęłam. Obudziłam się wcześnie rano. Leżałam na Natanielu. Wyglądał tak uroczo w swoich blond roztrzepanych włosach. Musiało śnić mu się coś przyjemnego, ponieważ uśmiechał się przez sen. Nie chciałam go budzić, ale musiałam.
-Nataniel- cisza- Nataaaaniel- znowu cisza- Nataniel- powiedziałam znowu i dmuchnęłam mu prosto w twarz.
-Co?! Co się stało?!- krzyknął zaspany, na co ja zaśmiałam się.
-Nic, słodko wyglądasz jak śpisz-uśmiechnęłam się, co chłopak odwzajemnił.- Idziemy zrobić śniadanie?
-To raczej ja powinienem zrobić tobie- skrzywił się.- Chyba, że wolisz coś innego, w zamian za śniadanie- uniósł jedną brew.
-Przestań- walnęłam go w klatkę piersiową.
-Żartuję- zaśmiał się.
-Pf- zawtórowałam mu i pociągnęłam go za rękę.
Zeszliśmy po drewnianych schodach. Nie ubraliśmy się, więc czułam na sobie świdrujący wzrok Nataniela. Odwróciłam się do niego z pytającą miną. Chłopak tylko się uśmiechnął i wyminął mnie, zeskakując ze schodów. Usiłowałam zrobić to samo, ale po „udanym” skoku wylądowałam na ścianie. Przed oczyma widziałam gwiazdki, a w tle zaniepokojony głos blondyna. Wstałam i wyprostowałam się. Spojrzałam na zatroskanego Nataniela, następnie na schody i ścianę i wybuchnęłam śmiechem.
-Wszystko w porządku- powiedziałam nabierając tchu.- Musisz się przyzwyczaić, że twoja dziewczyna, to niezła łamaga- znów zaczęłam się śmiać. Chłopak zrobił to samo. Śmialiśmy się tak bardzo, że przepony nas bolały i ledwo co doszliśmy do kuchni. Usiadłam na blacie i otarłam łzę. Nieco się uspokoiliśmy. Blondyn podszedł do mnie bardzo blisko.
-Łamagi są urocze, wiesz?- szepnął mi do ucha. O dziwo nie załaskotało mnie to.
-A mnie kręcą blondyni- odszepnęłam mu.
-Tacy jak Romeo?
-Jak Jack Dawson- skwitowałam.
-A wiesz, że to ten sam aktor?
-Ale jaki przystojny!- zawołałam, a chłopak odwrócił się obrażony.- Nat?
Chłopak stał chwilę tyłem, po czym energicznie odwrócił się w moją stronę, klękając na jedno kolano- Julio, ach, Julio!- powiedział romantycznym głosem.
-Ach Romeo!- zeskoczyłam z blatu i podałam mu dłoń, którą ucałował.
-Zabiorę cię do siebie i sprawię, że będziesz szczęśliwa- powiedział z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
-Czekam- powiedziałam i przeszłam obok niego, ocierając się o jego ramię. Szłam w stronę salonu, kiedy chłopak się na mnie rzucił. Zwinnie odskoczyłam, a on poleciał na sofę. Zaśmiałam się, lecz po chwili usiadłam na niego okrakiem.- No więc co zrobisz?
-Nie mogę się zdradzić do nie będzie niespodzianki- wyszczerzył się. Fuknęłam i już chciałam wstać, kiedy pociągnął mnie do siebie i zaczął całować. Teraz cała na nim leżałam. Czerwony koc, który miał swoje miejsce na sofie, teraz leżał skołtuniony na ziemi. Uniosłam się delikatnie nad chłopakiem i spojrzałam w jego miodowe oczy. Pomimo żądzy, widziałam w nich dawną czułość, troskę. Zaniepokoiło mnie to, że ujrzałam w nich również ból i smutek. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Masz smutne oczy. Stało się coś?- zeszłam z niego i usiadłam obok.
-Nie, to nic takiego.
-Nataniel...
-Po prostu nie chcę cię stracić.
-Ale nie stracisz mnie, dlaczego w ogóle tak myślisz?- powiedziałam i mocno przytuliłam chłopaka.- Nie masz się o co martwić.
Postanowiliśmy nie myśleć o tym więcej i zjeść śniadanie. Rozmawialiśmy trochę, następnie ubraliśmy się i poszliśmy do szkoły. Droga minęła nam zaskakująco szybko, może dlatego, że szliśmy razem. Znaleźliśmy się przed budynkiem. Złapałam go za rękę i ścisnęłam mocniej. Przekroczyliśmy bramy szkoły. Automatycznie wszyscy skierowali swój wzrok na nas. Ale mnie to nie obchodziło, dla mnie, w tym momencie, liczył się tylko on. Z oddali widziałam Rozalię i Violettę, które zagorzało o czymś dyskutowały. Gdy Violetta na nas spojrzała i rozdziawiła usta, Rozalia natychmiast spojrzała w tę samą stronę co fioletowłosa. Pokazała mi na migi, że zaraz mam im to wszystko wytłumaczyć, na co ja tylko zaśmiałam się pod nosem. Odprowadziłam blondyna do pokoju gospodarzy. Pożegnałam go dając mu buziaka w policzek i pognałam do dziewczyn.
-O MOJ BO-ŻE! Co to miało być?!- białowłosa była wściekła.
-No jak to co?- oburzyłam się.- Związek!
-Ale od kiedy?- Violetta też nie była zadowolona.
-Nooo- przeciągałam.- Od wczoraj- wyszczerzyłam się.
-Co?!- krzyknęły obie.
-No tak, wyszliśmy w trakcie imprezy i tak jakoś wyszło.
-Coś sobie przypominam, Roza, pamiętasz jak wybiegła z pokoju?
-Wtedy co dostała w twarz?- parsknęła śmiechem.
-Tak- spojrzała na mnie.
-Dokładnie tak, dziewczyny.
Opowiedziałam im wszystko co do szczegółu. Cieszyły się razem ze mną. Bardzo.
-A co na to Kastiel?
-Na co?- zjawił się niespodziewany.
-Na nic- fuknęłam.
-Elena- uśmiechnął się zadziornie.- Dalej jesteś na mnie?- szepnął mi do ucha.
-Odejdź- powiedziałam i wstałam.- Nie rób już takich akcji, okej?
-Nie rozumiem?
-Mam chłopaka- skwitowałam.
-Nic o tym nie wiem- zaśmiał się.-Od kiedy jesteśmy razem?- dziewczyny nie mogły powstrzymać śmiechu.
-Nie mówię o tobie- burknęłam i odeszłam z prędkością światła.
Dzwonek zadzwonił i udałyśmy się z dziewczynami do klasy. Lekcje mijały bez żadnych większych problemów. Dopiero na długiej przerwie, czerwonowłosny zobaczył jak rzucam się na szyję blondynowi. Z relacji dziewczyn wiem, że był zła. Ba! Był niesamowicie wściekły, ale nie przejęłam się tym, a on sam nie pokazywał, że jakoś to na niego wpłynęło i dobrze.
Z Natanielem byłam już od półtora miesiąca, a nasz związek był naprawdę świetny. Od czasu, kiedy zmienił styl i ograniczył swoją pracę gospodarza, często wychodziliśmy na wspólne spotkania, randki, imprezy. Może ciężko w to uwierzyć, ale nie zawsze byliśmy grzeczni. Najbardziej lubiliśmy chodzić wieczorami nad zalew, pić wino i okazywać sobie wzajemnie czułość. Nikt już nie postrzegał Nataniela za grzecznego i poukładanego pana gospodarza, lecz za równego sobie gościa. Oczywiście poza Kastielem, który teraz nienawidził go jeszcze bardziej. Chyba nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa niż teraz.
Tego dnia nie mogliśmy się spotkać, bo Nataniel obiecał, że ten wieczór spędzi ze swoją siostrą i rodzicami. Ich kontakty znacznie się polepszyły. Nie powiem, że nie miałam w tym żadnego udziału, bo miałam. Bardzo duży. Spędzałam u nich wiele dni i wieczorów. Moja obecność, jak powiedziała mama Nata, tak dobrze na nich działała, że zrozumieli swoje błędy i starali się je zniwelować lub chociażby ograniczyć, tak bardzo, jak tylko się dało. Wbrew pozorom, Amber nie była taka zła. Brakowało jej tylko brata. Kiedy zajął się sprawowaniem urzędu gospodarza w szkole, blondynka straciła swojego brata, więc poszukiwała pociechy w czymś innym. A było to wywyższanie się i poniżanie innych. Na szczęście udało mi się naprawić ich rodzinę i byłam z siebie dumna, bardzo.
Tak więc ten wieczór miałam spędzić samotnie. Ulewa była nie do opisania. Wiatr szalał jak opętany. Wydawać by się mogło, że zaraz powyrywa wszystkie drzewa z korzeniami. Zabrakło prądu, więc siedziałam na podłodze przy kominku i rozmyślałam o moim związku z Natanielem. Byłam szczęśliwa, cieszyłam się, że pomogłam mu uporać się ze wszystkimi swoimi problemami. Z rozmyślań wyrwał mnie mój dzwoniący telefon. Chwyciłam go i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
-Halo?
-Halo, Elenka?
-Mama?
-Witaj córuś. Mam dla ciebie dwie wiadomości. Jedną dobrą, a drugą... złą.- powiedziała zmartwionym głosem.
-Zacznij od tej złej.
-No więc, pamiętasz, że niedawno odwiedziliśmy babcię Susane? Będzie miała za dwa tygodnie operacje.
-C-co? Suzi?- spytałam przejęta. To była moja ulubiona osoba z mojej wielkiej rodziny.-Ale czego dokładnie dotyczy ta operacja?
-Skarbie, to nie jest rozmowa na telefon.
-Co to znaczy...?- spytałam przerażona.
-To jest właśnie ta dobra wiadomość! Babcia bardzo chce się z tobą spotkać. Wreszcie się zobaczymy, słońce!
-Czyli... lecę do Los Angeles?- mama aż pisnęła z radości.
-Nie cieszysz się?
-Bardzo...- powiedziałam ze sztucznym entuzjazmem.- A kiedy mam lot? I na jak długo tam zostaję?
-Dziś jest środa?- przytaknęłam.- Lot masz na 6 rano, w piątek- poczułam jak moje serce rozrywa się na małe kawałeczki.
-Ten piątek?- głośno przełknęłam ślinę.
-Skarbie, wybacz, że nie poinformowałam cię wcześniej, ale nie było kiedy. Dowiedzieliśmy się niedawno, a babcia chciała, żebyś przyleciała jak najszybciej...
-Dobrze, nie mam wam tego za złe- zaśmiałam się ciepło, ale w duszy krzyczałam. Krzyczałam i pragnęłam, aby ktoś to usłyszał i pomógł mi. Powiedział mi, ze to nieprawda.
-Aghata już wie, dzwoniłam do niej. Zgodziła się porozmawiać z dyrektorką. Podobno nie masz żadnych planów, prawda?
-Prawda- skłamałam. Przecież miałam plany. Moim planem było moje życie, razem z Natanielem i przyjaciółmi. A teraz zostało mi to odebrane.- Mamo, bo wiesz, jest już po 22, ciocia została na noc u Nicka... może pójdę się już pakować? Pozdrów tatę i dziadków.
-No dobrze słońce. Tylko nie siedź za długo, dobra?
-W porządku, papa.
-Paa!- rozłączyła się, a mi napłynęły łzy do oczu. Nie chciałam o tym myśleć, bardzo nie chciałam. Położyłam się na kanapie i zasnęłam. Spałam długo, a moje sny były dziwne. Śniło mi się, że nigdzie nie jadę, zostaję tutaj. Jakim ciosem było to, gdy obudziłam się i zdałam sobie sprawę, że owy sen nigdy się nie spełni. Ubrałam się, spakowałam i wyszłam do szkoły. Nie miałam ochoty jeść śniadania. Nie miałam ochoty na nic. Gdy przyszłam do szkoły usiłowałam unikać wszystkich. Niestety nie udało mi się to. Moje przyjaciółki mnie zaatakowały, gdy siedziałam w pustej klasie, czekając na lekcje.
-Hej, co jest?- spytała zatroskana Violetta.
-Wyjeżdżam- ucięłam.
-I tym się tak przejmujesz?- uśmiechnęła się Rozalia.- Przecież w poniedziałek znowu się zobaczymy. Wstałam energicznie z krzesła i podeszłam do okna. Opadłam się o parapet, wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się w ich stronę.
-Jutro wylatuję do Los Angeles...- dziewczyny nic nie odpowiedziały. Były, jak ja wczoraj, w niemałym szoku. Wróciłam na swoje miejsce i wszystko im wyjaśniłam.- Bardzo nie chcę was opuszczać, ale to moja rodzina, moja ukochana babcia i...- nie dokończyłam, bo obydwie po prostu mnie przytuliły. Rozumiały to, że nie byłam w stanie wyjawić tego Natanielowi. Kryły mnie przez cały dzień, aż do końca lekcji, więc z blondynem wymieniłam tylko kila zdań w przelocie. Gdy lekcje się skończyły poszłyśmy szybko na miasto do jakiejś kawiarni. Było to, w pewnym rodzaju, moje przyjecie pożegnalne. Tak bardzo nie chciałam ich zostawiać. To za nimi chyba będę tęsknić najbardziej, w końcu przyjaźnie są na całe życie. Obiecałyśmy sobie, że będziemy do siebie codziennie pisać dzwonić i spotkamy się najszybciej jak tylko to możliwe. Do domu wróciłam dopiero wieczorem, kiedy Aghata już wróciła z pracy.
-Elena?- spytała, gdy zamknęłam drzwi.
-Tak, to ja.
-Możesz przyjść? Chciałabym z tobą pogadać.
Niechętnie do niej poszłam. Wyjaśniła mi całą zaistniałą sytuację. Babcia będzie miała operację serca. W tym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo mnie potrzebuje. Powiedziałam Aghacie o swoich uczuciach. Porozmawiałyśmy naprawdę szczerze, co bardzo mi pomogło.
-Cieszę, że wyjaśniłyśmy sobie wszystko- uścisnęła mnie.- Ja teraz pójdę odespać, bo jestem padnięta po pracy i po nocach z Nickie- zaśmiała się i poszła. Ja włączyłam telewizję, aby móc nie myśleć o tym wszystkim. Po długim seansie przed szklanym ekranem poszłam do kuchni.
- Kurwa!- wrzasnęłam. Wiedziała, że nie mam jakiegokolwiek zdania w tym momencie. Nie mogłabym zrobić tego babci, nawet nie chciałam. Ale nie mogłam z dnia na dzień zostawić wszystkiego i wszystkich. Nie mogłam zostawić Nataniela. Nie teraz, kiedy tak bardzo mnie potrzebuje. Jednak wiedziałam, że szybko nie wrócę, o ile wrócę na zawsze. Kiedy rodzice wzywali mnie do siebie, co zdarzyło się tylko dwa razy w całym moim życiu, zawsze zostawałam tam minimalnie pół roku. Musieli się mną nacieszyć, swoją jedyną i ukochaną córką. Fakt, kiedy do nich przylatywałam byłam bardzo szczęśliwa i rodzice, z tego właśnie względu, posyłali mnie do szkoły, która znajdowała się w danym mieście. Lecz kiedy to było? Miałam wtedy 8 i 12 lat. A teraz? Teraz mam 17 i nie jest mi łatwo rozstać się z kimś kogo kocham. Stanęłam na środku korytarza.
-Związek na odległość nie ma sensu- powiedziałam do siebie wściekła.
Nie myśląc o niczym, wybiegłam z domu zatrzaskując drzwi. Biegłam ślepo przed siebie. Ulewa i wichura wcale mi w tym nie pomagały. Na ulicy było ciemno, nie wiedziałam czy biegnę w dobrą stronę. Dopiero w połowie drogi poczułam, że jest mi zimno. Wybiegłam w krótkich spodenkach i bluzce na ramiączka. Drżałam z zimna, ale ignorowałam to. Ważne było dla nie dobiec do celu. W pewnym momencie usłyszałam głośny pisk opon i światło oślepiło mnie. Dobrze, że kierowca zdążył zahamować, bo byłoby już po mnie. Pokonałam jeszcze pare metrów i znalazłam się przed wielkim, białym domem. Wbiegłam przez furtkę i mocno zapukałam w drzwi. Po chwili się otworzyły i stanął w nich blondyn. Widząc go zaczęłam płakać i wtuliłam się do niego. Nie wiedział co się właśnie stało. Mimo to, objął mnie i przycisnął do siebie. Po chwili się uspokoiłam, odsunęłam i spojrzałam na niego.
-Co się stało?- spytał przerażony. Zobaczył, że jestem cała przemoczona, oczy mam czerwone i spuchnięte od płaczu.
-Nataniel...- popatrzył na mnie z wyczekiwaniem.
-Nat, chodź oglądać film!- Amber krzyczała z głębi domu. Chłopak zignorował siostrę i czekał aż skończę to co miałam mu do powiedzenia.
-Nataniel- przełknęłam ślinę- To nie ma sensu...
-Ale co nie ma sensu?- złapał mnie za dłonie.- Wejdź do środka, rozgrzejesz się i wszystko mi opowiesz na spokojnie. Widział, ze byłam cała roztrzęsiona.
-Nie Nat- zabrałam ręce. Zrobiłam głęboki oddech i wyrzuciłam z siebie- Z nami koniec.
-C-co?- chłopak nie mógł uwierzyć w to co właśnie powiedziałam.
-Wybacz mi- szepnęłam, a do moich oczu znów napłynęły łzy. Odwróciłam się i odeszłam. Pomimo nawoływań chłopaka szłam dalej. Nie mogłam spojrzeć mu teraz w oczy. Nie po tym co mu powiedziałam. Pogoda nieco się uspokoiła. Pobiegłam do domu. Wbiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Pozwoliłam łzom swobodnie płynąć. Po dłuższej chwili stwierdziła, że to i tak nie da, że muszę poszukać pozytywów. Tak właśnie się stało.
-Odwiedzisz Suzi- powiedziałam na głos, a na moją twarz od razu wkradł się uśmiech. Wstałam i wyjęłam z szafy walizkę. Zaczęłam pakować do niej stosy ubrań. Gdy je spakowałam miałam jeszcze trochę miejsca. Spakowałam tam moje zdjęcia z Natanielem, Rozą i Violą i jedno grupowe. Wrzuciłam jeszcze swój pamiętnik i zamknęłam walizkę. Poszłam do łazienki i napuściłam gorącej wody. Weszłam do niej. Potrzebowałam relaksu i odprężenia. Zanurzyłam się cała. I odpoczywałam. Żałowałam tego, że nie wyjaśniłam mu niczego. Ale to było za trudne, nie byłabym zdolna mu tego powiedzieć. Nie dziś, nie teraz. Może kiedyś. Kiedyś, kiedy mi przejdzie. O ile w ogóle przejdzie. Wyszłam z wanny, nakremowałam swoje ciało i poszłam do pokoju, a którym była Aghata.
-Jak się czujesz?
-A jak mogę się czuć? Właśnie zerwałam z chłopakiem. Nawet nie wyjaśniłam mu dlaczego. Zachowałam się jak największa świnia.
-Nie zachowałaś. Słuchaj, ja cię rozumiem, wiem, że to dla ciebie trudne. Tak, wiem, Nick leci z nami, ale nie zmienia to faktu, że potrafię postawić się na twoim miejscu.
-Ale on nie wie, że to było dla mnie trudne. Przecież zasłużył na wyjaśnienia, prawda? Ale... może dziewczyny mu to wyjaśnią... Nie, zrobię to sama.
-Nie mamy czasu, przecież nie pójdziesz do niego teraz. Jest- spojrzała na zegarek- za dwie północ, a rano wylatujemy.
-Nie, zadzwonię do niego. Jutro.
Ciotka pocieszyła mnie i jeszcze chwilę porozmawiałyśmy, a następnie poszła do siebie, aby się dopakować. Nick obiecał, że przyjedzie po nas o 4. Nienawidzę kontroli na lotniskach, zawsze trwa tak długo. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam. Dalej byłam smutna i wściekła, ale z drugiej strony byłam bardzo podekscytowana. Przecież już niedługo spotkam się z mamą, tatą, dziadkami. Myślę, że jednak nie będzie tak źle. Podłączyłam telefon, aby miał pełną baterię i chwyciłam książkę. Nim się obejrzałam, mój telefon wskazywał 3:55. Prócz godziny, widniało jeszcze 10 połączeń nieodebranych i 4 wiadomości. Zignorowałam to i razem z ciocią zabrałyśmy bagaże i wyszłyśmy do Nicka. Część bagaży trzeba było spakować na tylne siedzenia. Jechaliśmy w ciszy 15 minut. Gdyby nie to, że ulice były puste, czas wydłużyłby się dwukrotnie. Wciąż miałam przed oczyma wszystkich bliskich ze szkoły. Myślami byłam z nimi. A ciałem? Ciałem stałam przed wejściem do samolotu. Opuszczałam piękną Francję i leciałam do Los Angeles, które znajdowało się po drugiej stronie oceanu. Tysiące kilometrów stąd.

_____________________________________

Jest kolejny rozdział!!! Mam nadzieję, że się podoba :)
komentarze mile widziane :)

piątek, 12 lutego 2016

ROZDZIAŁ XVI

-Nie zostawiaj mnie nigdy więcej... Obiecaj mi to...
-Obiecuję- po tych słowach wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej.

Poczułam mocne szarpanie za ramiona. Po chwili ktoś wylał na moją twarz lodowatą wodę. Od razu się podniosłam.
-No wreszcie! Wszystko w porządku?
-Hę?
-Boli cię?
-Roza... możesz jaśniej?
-Niczego nie pamiętasz?
-Pamiętam, że dostałam w twarz, spędziłam przyjemny czas z Natanielem, później jakiś koleś chciał mnie zgwałcić, ale Nat mnie uratował- opowiedziałam ze zmieszaną miną.
-Matko, jest gorzej niż myślałam. Viola, przynieś szklankę wody!- krzyknęła do pokoju obok.
-Gorzej? Ech, możesz mi to wreszcie wytłumaczyć?
-Dostałaś w twarz. Ale nic poza tym się nie stało. Nie z tobą.
-Czekaj- łączyłam fakty- To znaczy, że to wszystko mi się wydawało?
-Tak.
-Jak się cieszę! Już myślałam, że jestem taką ciepłą kluchą. A długo byłam nieprzytomna?
-Nie, jakieś 20 minut.
-Czyli impreza dalej trwa?- uniosłam jedną brew do góry.
-Tak, ale powinnaś tu jeszcze poleżeć- skarciła mnie.
-Nie ma mowy, nie mogę przecież stracić okazji do poderwania chłopaka!
-...no dobra! Tylko błagam, nie bij się już z nikim.
Wybiegłam z pokoju i udałam się do salonu, gdzie impreza dalej trwała w najlepsze. W kuchni ktoś robił drinki. Podeszłam i wypijam dwa. Jeden po sobie. Stanęłam na palcach i zaczęłam szukać blondyna. Zauważyłam go z jakąś szatynką. Podeszłam i zdałam sobie sprawę, że to Melania. Nieudolnie próbowała go poderwać, a on nie wiedział jak się z tego wywinąć. Chwyciłam ją za ramię i odwróciłam w swoją stronę. Spojrzała na mnie jakby chciała mnie zabić, po czym znów skierowała się w stronę Nataniela i wpiła w niego swoje usta. Całowała go szaleńczo, ale w żadnym stopniu nie było to anie słodkie ani imponujące. Jej usta pochłaniały praktycznie połowę twarzy chłopaka, jej dłonie szalały po jego włosach i mięły jego koszulę. Ciągnęła za jego krawat udając jego panią. Nie zaprzeczę, myślałam, że zwymiotuję.
-Dziewczyno, daj mu święty spokój- odezwałam się wreszcie.
Ona jedynie prychnęła i zaczęła oplatać go swoją nogą. Następnie drugą, aż wreszcie oby dwie oplatywały chłopaka w pasie. Nie mogąc wytrzymać, blondyn szarpnął się tak mocno, że Melania upadła tyłkiem na ziemię. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli w ich stronę i zaczęli się głośno śmiać i robić zdjęcia.
-Wniosek? Nie powinnaś pić kochana- zwróciłam się do niej i chwytając Nataniela za rękę, pociągnęłam go za sobą. Wychodząc do ogrodu chwyciłam dwa piwa.
-Chodź dalej!- krzyknęłam, ponieważ muzyka cały czas wszystko zagłuszała. Dopiero kilka metrów dalej dźwięki ucichły i mogliśmy normalnie porozmawiać.
-Sorry za nią.
-Nie ma sprawy, szczerze mówiąc rozbawiło mnie to- podałam mu butelkę piwa- Chcesz?
-Chętnie- wziął ode mnie. Byłam w niezłym szoku- No co?
-Noo... dziwi mnie to, że pijesz- palnęłam.
-Bez przesady, nie jestem idealny- zaśmiał się.
-To dobrze!
-Dlaczego?
-Nie lubię ideałów- szturchnęłam go łokciem.
Szliśmy jeszcze kawałek aż doszliśmy do wielkiego drzewa.
-Zawsze jak przyjeżdżałam do Aghaty to lubiłam tu przychodzić. Siadamy?
-Na drzewie?
-A czemu nie?
-A dasz radę wdrapać się w tej sukience?
-Nie takie rzeczy się robiło!- wręczyłam mu piwo i zwinnie wspięłam się na gałąź, na której mieliśmy siedzieć. Nie było wysoko, więc blondyn podał mi butelki i teraz on się wspinał. Kiedy usadowił się obok mnie wręczyłam mu alkohol. Otworzyliśmy piwo i napiliśmy się.
-Czemu mnie tutaj przyprowadziłaś?
-Hm, było mi ciebie żal. W sensie, z Melanią.
-Tylko dlatego?
-Nie.
-A więc?
-A więc- zaczęłam- żeby wyjaśnić pewne sprawy.
-Jakie sprawy?- spytał jakby nieobecny.
-Moje zachowanie w stosunku do ciebie. Znaczy... kiedy z tobą flirtowałam.
-A później to samo robiłaś z Ethanem?
-Skąd wiesz?
-Widziałem was. Zresztą nic dziwnego, że ode mnie poszłaś do niego.
-Nie, nie, nie, to nie tak.
-No więc jak? Powiedz mi to wreszcie. Mam wrażenie, że czasami jesteś mi bliższa niż ktokolwiek inny!- wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
-Czy ty?
-Czasami- uśmiechnął się.
-No, no, nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała!- podał mi jedną fajkę i zapaliliśmy- Też mi się tak wydaje- powiedziałam do pewnym czasie.
-Hm?- jego wzrok, tak jak mój, był utkwiony w ciemnych koronach oddalonych drzew.
-Że jesteś mi bliższy niż ktokolwiek inny.
-A Kastiel?
-Kastiel to chłopak na jednorazową przygodę. Oczekuję czegoś innego. Fakt, chcę uczucia, namiętności, adrenaliny, ale przede wszystkim stałości, zaufania i zrozumienia.
Blondyn usiadł okrakiem na gałęzi, tak, aby móc na mnie spojrzeć. Przysunął się do mnie i zaproponował palenie po studencku. Zgodziłam się. Przyznam, że było świetnie, szczególnie, że robiłam to z Natanielem, który uchodził za grzecznego pana gospodarza. Po spaleniu zeskoczyliśmy z drzewa.
-Wiesz, mam dosyć tego udawania.
-Jakiego udawania?
-Że jestem grzecznym gospodarzem dyrektorki, że jestem idealnym uczniem i dzieckiem- powiedział po czym przycisnął mnie do drzewa i bez ogródek zaczął mnie namiętnie całować. Zszokowana całą sytuacją nie wiedziałam o co chodzi. Mimo to zaczęłam oddawać jego głębokie pocałunki. Podobało mi się to, że zachowuje się teraz tak stanowczo i buntowniczo. Odpięłam jego koszulę i dotknęłam mięśni brzucha, były takie napięte. Jego perfumy, zapach alkoholu i dym papierosowy zmieszały się doskonale. Mogłabym wdychać ten zapach bez końca. Zaczęliśmy całować się po francusku, coraz namiętniej i namiętniej. Nasze języki bardzo dobre się zgrały, sprawiało nam to wiele przyjemności. Chłopak słodko pomrukiwał, co sprawiało, że pragnęłam go jeszcze bardziej. Zwolnił uścisk i spowolnił pocałunki do minimum. Chwycił moją twarz w swoje ręce- Kocham cię. Kocham cię szalenie, rozumiesz?- przytaknęłam i znów, tym razem krótko, pocałowaliśmy się.
Stwierdziliśmy, że dłuższy spacer bardzo nam się przyda. Szliśmy więc w stronę domu dużo rozmawiając, żartując i śmiejąc się wniebogłosy. Ustaliliśmy, że o nas powiemy dopiero następnego dnia w szkole. Gdy dotarliśmy do domu impreza jeszcze trwała, ale było zdecydowanie mniej ludzi. Zostali tylko ci najbliżsi. Weszliśmy do środka jak gdyby nigdy nic i nikt niczego nie podejrzewał.
Blondyn poszedł do chłopaków, a ja udałam się do kuchni, w calu znalezienia czegoś do jedzenia.
-Elena?- odwróciłam się i ujrzałam Ethana.
-Czego?- warknęłam.
-Nie chciałem cię walnąć.
-Ale walnąłeś, a teraz spadaj.
-O co ci chodzi?
-O to, żebyś spadał?- zdziwiony chłopak nic nie powiedział tylko odszedł wolnym krokiem.
Otworzyłam zamrażarkę i wyjęłam pizze, które się tam znajdowały.
-Ej.
-Ethan, mówiłam ci, żebyś spadał- powiedziałam zirytowana.
-Ethan?- spytał zdenerwowany.
-Kastiel?- zdziwiłam się odwracając do niego- Nie no, jeszcze lepiej.
-Dobra, mam gdzieś twoje gadki, idziemy- złapał mnie za rękę i pociągnął, Wyrwałam mu się.
-No chyba śnisz nigdzie z tobą nie pójdę- prychnęłam. Chłopak pociągnął mnie raz jeszcze i to mocniej. Wyrwałam mu się i uderzyłam w twarz- Nie rozumiesz? ODEJDŹ ODE MNIE!- warknęłam i włożyłam pizze do piekarnika. Nie zważając na chłopaka odeszłam do dziewczyn.
Po 20 minutach przyniosłam jedzenie i postawiłam je na stole. Wszyscy się zeszli i jedząc, rozmawialiśmy na najróżniejsze tematy. Dochodziła 1 w nocy, więc ludzie zaczęli się zbierać. Tym razem wszyscy. Pożegnali się ze mną i poszli. Zamknęłam drzwi za ostatnią osobą, którą była Rozalia i skierowałam się do salonu.
-Nataniel?- spytałam zdziwiona- Co ty tutaj robisz?
-Chyba nie zostawię swojej dziewczyny samej z tym bałaganem- uśmiechnął się słodko.
-Kochany jesteś- dałam mu całusa w policzek.
Zaczęliśmy sprzątać dobrze się przy tym bawiąc. W ogóle nie odczuwaliśmy zmęczenia. Dochodziła godzina 2, gdy dom był już wysprzątany. Dopiero teraz w moich oczach pojawił się piasek. Ziewnęłam.
-Chyba już się położę.
-W porządku- chwycił swoją kurtkę.
-Chyba zwariowałeś, mowy nie ma, żebyś teraz szedł do domu. Zostajesz na noc. Przyszykuję Ci... a zresztą, możesz spać ze mną- puściłam mu oczko.
-Nie odmówię- zaśmiał się.
-Chcesz umyć się tutaj i przyjść czy poczekać tam?
-Umyję się od razu, będzie szybciej.
-Okej, w łazience masz wszystko- powiedziałam i zniknęłam na górze.
Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie ubranie. Naga stanęłam przed lustrem.
-Co ty dzisiaj odwaliłaś?- powiedziałam sama do siebie. Nie zwlekając dłużej wzięłam gorący prysznic. Zajął mi więcej czasu niż zwykle, ale musiałam się porządnie zrelaksować. Gdy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i weszłam do swojego pokoju. Przy oknie ujrzałam stojącego Nataniela. W samych bokserkach. Z wrażenia spadł mi ręcznik, pod którym nie miałam nic. Szybko chwyciłam go i założyłam z powrotem. Chłopak odwrócił się.
-Piękne widoki- spaliłam buraka.
-Zboczeniec- burknęłam. Spojrzał na mnie niczego nie rozumiejąc- Ach, te za oknem?- skarciłam się w myślach- Tak, masz rację. Możesz... możesz odwrócić się raz jeszcze, bo chcę się ubrać?- blondyn posłusznie wykonał moją prośbę, a ja w tym czasie założyłam bieliznę.
-Głupio mi- powiedział.
-Dlaczego?
-Bo mam na sobie tylko bokserki.
-A ja dla otuchy założyłam samą bieliznę- natychmiastowo się odwrócił.
-Ale wyglądasz w niej super.
-Ty też! Może nie tak super jak ja, ale jest dobrze- zaśmialiśmy się.
Położyłam się do łóżka, Nataniel zrobił to samo. Chwilę porozmawialiśmy, lecz, gdy moje oczy same się już zamykały, przytuliłam się do pleców chłopaka i zasnęłam.

___________________________________________________

Jak myślicie, czy taki buntowniczy styl pasuje do Nataniela? A może wcale taki nie jest?
zapraszam do komentowania, besos :*

piątek, 8 stycznia 2016

ROZDZIAŁ XV

Moją głowę zaprzątało jedno pytanie: Czy chcę z Natanielem stracić dziewictwo?
-Eleno...
-Hmm?- spytałam cicho.
-Eleno, stój. Nie możemy tak, ja nie mogę, nie mogę ci tego zrobić.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka. Wyglądał na zmartwionego i speszonego jednocześnie.
-Jezu, Nataniel, przepraszam cię. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Przecież tak naprawdę nie chcę uprawiać z tobą seksu- nastała cisza- Kurcze... Nie, to nie tak, że nie chcę z tobą. Chodzi o to, że nie teraz, nie w takich okolicznościach, rozumiesz?- spytałam z nadzieją w głosie.
-Jasne... Ja, ja już chyba pójdę do domu.
-Nataniel...- nie posłuchał. Wyszedł z łazienki zostawiając drzwi szeroko otwarte. Słyszałam tylko oddalające się kroki chłopaka i dudniącą muzykę z parteru.
-Idiotka. Jesteś skończoną idiotką Elena. Idiotką i kretynką. Cholera- syknęłam i popędziłam za nim.
Zbiegłam po schodach. Gdy zeskoczyłam z ostatniego stopnia przeraziło mnie to co zobaczyłam. Na podłodze walało się pełno butelek i puszek po piwie. W jakimś kącie leżały nawet ubrania, razem z bielizną. Ludzie oblegali ściany całując się z innymi. Nawet lesbijki przywędrowały do mojego domu. Ktoś krzyknął moje imię. Zignorowałam to i wybiegłam przed dom.
-Nataniel?!- krzyknęłam. Cisza. Wyszłam przez furtkę. Z daleka zobaczyłam wolno idącą postać- Nataniel!- powtórzyłam już nieco głośniej podbiegając.
-Do mnie tak krzyczysz, ptaszyno?
-Huh?- podniosłam wzrok i zobaczyłam jakiegoś dziwnego mężczyznę. Wiek? Na oko przed trzydziestką. Ale nie wyglądał normalnie. Jego oczy były wielkie. Ogromne. A źrenice? Zdawać by się mogło, że są większe niż tęczówki. Jego uśmiech. Był szeroki, ale sztuczny. I ten śmiech. Przyprawiał mnie o ciarki. W jednej chwili pożałowałam, że opuściłam swój dom.
-Szukasz...- zlustrował mnie- sponsora?
-Co proszę?- spytałam zszokowana.
-No już, nie bądź taka. Nieźle się wystroiłaś maleńka- złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Poczułam niesamowicie odpychającą woń. Alkohol, narkotyki i papierosy. I jeszcze ta obrzydliwa woda kolońska. Zaczęło zbierać mi się na wymioty- Oj, nie rób takiej minki. Widzę jak na mnie patrzysz, cukiereczku. Potrzebujesz trochę kaski? Za jeden numerek może wpaść ci parę groszy- zarechotał.
-Puść mnie- powiedziałam cicho.
-Co tam mruczysz?- chuchnął mi w twarz.
-Puść mnie- warknęłam głośno.
-Mmm, widzę, że jesteś agresywna. Lubię takie młode i niegrzeczne suki- zaczął całować, a raczej gryźć moją szyję.
-Puszczaj mnie zboczeńcu!- usiłowałam się wyrwać z jego uścisku, ale nieudolnie.
Jego obrzydliwe ręce zaczęły wędrować do mojego biustu. Dłonią ścisnął jedną moją pierś i chciał wsunąć ją pod sukienkę. Cudem udało mi się wyswobodzić jedną rękę i z całej siły przywaliłam mu prawego sierpowego.
-Ty kurwo- syknął i zaczął ciągnąć mnie za sobą co chwila zaciskając rękę bardziej na moim nadgarstku.
Zaczęłam krzyczeć, ale w jednej chwili odwrócił się do mnie trzymając scyzoryk w ręku. Przyłożył mi go do szyi- Jeszcze jedno słowo. Zamilkłam- No, grzeczna dziewczynka- wyszczerzył swoje przeżółkłe zęby.
Popchnął mnie w stronę płotu. Wsadził swoją nogę między moje nogi. Sapnął głośno i oblizał się. Przysunął się bliżej. Momentalnie mój biust znalazł się w jego dłoniach. Ugniatał go z całej siły. Jego dotyk sprawiał tylko i wyłącznie ból. Była tak sparaliżowana, że nie byłam w stanie ruszyć się ani o milimetr. Jego ręka zawędrowała po wewnętrznej części uda aż do koronkowych majtek. Dotknął ich delikatnie i znów przerzucił się na uda. Jego palce były szorstkie i zimne. Okropne. Podciągnął moją sukienkę i usiłował zsunąć moje majtki. Gdy tylko zaczął wkładać w nie rękę...
-Aaaa!- wrzasnęłam i zerwałam się. Zdezorientowana patrzyłam wkoło. W oddali zauważyłam siedzącą postać- To znowu on- szepnęłam i zakryłam usta dłońmi. Zaczęłam się trząść. Zobaczyłam, że postać przybliża się do mnie szybko. Zacisnęłam oczy z przerażenia. Po chwili postać objęła mnie delikatnie i pocałowała w czoło.
-Ciii, już spokojnie. To tylko zły sen- jego głos był taki ciepły i miękki. Niepewnie otworzyłam oczy i ujrzałam te cudowne, złote tęczówki.
-Nataniel?- spytałam drżącym głosem.
-Jestem tu- dalej czule mnie uspokajał.
-Nie zostawiaj mnie nigdy więcej... Obiecaj mi to...
-Obiecuję- po tych słowach wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej.

poniedziałek, 12 października 2015

                                       ROZDZIAŁ XIV
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Gdzie on jest?!- gdy tylko drzwi się otworzyły, do domu weszła wściekła blondynka.
-Amber, co ty robisz u mnie w domu?
-Jak myślisz? Szukam swojego durnego brata.
-Ej, Nat wcale nie jest durny.
-Amber? Czego ty tutaj szukasz?- Nataniel do nas podszedł.
-Ciebie idioto.
-Nie pozwalaj sobie- upomniał ją.
-Co ty u niej robisz?- zjechała mnie wzrokiem od góry do dołu.
-Odwiedziłem ją, nie widać?
-Po co?
-A to już nie twój interes- warknęłam.
-Szykuje się jakaś impreza, tak? Wiesz, że jak rodzice się o tym dowiedzą...
-Ależ Amber- wtrąciłam- ty również jesteś zaproszona.
-Ja?
-Tak, możesz przyjść ze swoimi przyjaciółkami.
-Ale Kastiel też jest zaproszony?
-Taaak- skłamałam.
-Dobra, o której?
-O 20.
-Spoko, będziemy. Tym razem ci się upiekło- zwróciła się do brata i wyszła trzaskając drzwiami.
Wybuchnęłam śmiechem.
-Po co ją zapraszałaś?
-Żebyś ty mógł zostać. Poza tym, będzie ciekawie.
-Nie jeśli ten frajer tu będzie.
-Masz na myśli Kastiela? Nie jest zaproszony- uśmiechnęłam się wrednie.
-Ale powiedziałaś, że jest i...
-Kłamałam. Zobaczycie, będzie świetnie!
-Dobra Elena, trzeba się wyszykować!- dziewczyny zaczęły ciągnąć mnie do pokoju na górze.
-Dziewczyny, jest dopiero 19- oznajmił Lysander.
-Chciałeś powiedzieć JUŻ 19!- wrzasnęła białowłosa i zniknęłyśmy na piętrze.
Po niecałej godzinie byłyśmy już wyszykowane. Violetta miała na sobie obcisłą fioletową sukienkę i baleriny w tym samym kolorze. Rozalia założyła białą miniówkę i wysokie obcasy. Ja natomiast założyłam czarno-czerwoną sukienkę bez ramion, do tego czarne lity. Umalowałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Nie powiem, gdy byłyśmy na schodach, chłopakom opadły szczęki, dosłownie.
-Wyglądacie... łał!
-Dzięki Nat- delikatnie otarłam się o niego, gdy przechodziłyśmy. Chłopak spalił buraka i był wyraźnie zdziwiony, ale jednocześnie było widać, że to mu się podobało. Uśmiechnęłam się zalotnie, ale dyskretnie i udałam się do kuchni.
Dziewczyny włączyły muzykę, a goście zaczęli się schodzić. Przychodzili przyjaciele, znajomi i znajomi znajomych. W sumie dom był cały zapełniony ludźmi. Dużo tańczyłam, gadałam, śmiałam się z najbliższymi, ale po czasie zaczęłam tańczyć z zupełnie obcymi mi chłopakami. Po chwili ktoś złapał mnie za nadgarstek.
-Eleno, możemy pogadać na zewnątrz?
Nie rozróżniłam chłopaka, który ciągnął mnie za rękę. Dopiero gdy wyszliśmy do ogrodu z tyłu domu, rozpoznałam blond czuprynę.
-Co to było?- zapytał.
-Hę?- przyznaję, teraz dość trudno szło mi myślenie.
-Kiedy schodziłyście na dół.
-Chodzi ci o to?- spytałam i znów otarłam się o chłopaka. On jedynie przytaknął.
Tym razem otarłam udem o jego krocze.
-C-co ty robisz?- spytał. Mruknęłam niewyraźnie i przybliżyłam twarz do jego twarzy- Hej, chyba za dużo wypiłaś...
-Dlaczego tak uważasz?
-Bo na trzeźwo nigdy nie zrobiłabyś czegoś takiego. Nie ze mną.
-Nataniel!- ktoś krzyknął z domu.
-Czego?!
-Ktoś cię szuka.
Blondyn ruszył niechętnie do domu, a do mnie podszedł ktoś inny.
-Przemyślałaś sprawę?
-Ethan?- zmrużyłam oczy.
-I dlatego mnie zaprosiłaś?
Pewnie chodzi mu o nasz były i niedoszły związek, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc milczałam. Chwycił mój podbródek i uniósł delikatnie do góry. Alkohol, który wcześniej spożyłam, sprawił, że w jednej chwili zapragnęłam go całego. Momentalnie, przej jego ramie, ujrzałam Kastiela. Nie myśląc długo przyciągnęłam Ethana do siebie i pocałowałam go. Chłopak przejął inicjatywę i teraz ja stałam oparta o drzewo, a jego ciało praktycznie leżało na moim.
-Co wy robicie?!- wrzasnął czerwonowłosy podbiegając do nas.
Ethan odwrócił się i zgromił Kastiela wzrokiem.
-Całujemy się, ślepy jesteś?
-Uważaj sobie na słowa, chłopczyku.
-Możesz dać nam wreszcie święty spokój?
-Nie będziesz jej dotykał, rozumiesz?- warknął podchodząc do szatyna.
-Bo co?- zaśmiał się, a chłopak przywalił mu z pięści w twarz. Za chwilę Ethan mu oddał i tak narodziła się bójka. Przez chwilę stałam jak słup soli i patrzyłam się na zaistniałą sytuację. Dopiero po paru chwilach zreflektowałam się o co chodzi. Od razu krzyknęłam, żeby przestali, ale pozostawali głusi na moje prośby i rozkazy. Podeszłam do nich w celu ich rozdzielenia. Niestety nie skończyło się to dla mnie szczęśliwie, bo w jednej chwili zauważyłam nadlatującą pięść i poczułam ból, który po chwili zaczął być coraz bardziej intensywny. Osunęłam się na kolana zakrywając połowę twarzy dłonią. Muszę przyznać, że po tym ciosie oprzytomniałam.
-Co ty kurwa zrobiłeś?!
-Ja?! To ty jej przywaliłeś!
Podniosłam wzrok na chłopaków. Ethan był przyciśnięty do drzewa przez Kastiela, który delikatnie, aczkolwiek coraz mocniej go przyduszał. Teraz byłam pewna- to Ethan mnie uderzył. Nie celowo oczywiście.
Zdenerwowałam się. Zamiast mi pomóc, wolą dalej się ze sobą kłócić. Wstałam i zwróciłam się w stronę drzwi. Któryś z chłopaków złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i z całą siłą wymierzyłam mu w twarz. Drugi zaśmiał się, po czym również dostał. Nie było mi do śmiechu, ani trochę. Weszłam do domu i szybkim krokiem udałam się na piętro.
Oparłam się o ścianę i oddychałam głęboko.
-El... Elena! Co ci się stało?- odwróciłam głowę w stronę dobiegającego głosu i ujrzałam Nataniela.
-A to nic, dostałam w twarz- powiedziałam beznamiętnie. Chłopak popatrzył na mnie przerażony, chwycił pod ramię i wprowadził do łazienki.
Posadził mnie na oparciu wanny, a sam zaczął szukać apteczki.
-Na półce nad lusterkiem- wymamrotałam.
Wyjął gaziki, zamoczył, podszedł i zaczął obmywać mi rozciętą skroń. Robił to naprawdę delikatnie. Jego ręka była taka ciepła. Zamknęłam oczy i mruknęłam. Nie wiem ile to trwało, ale, gdy chłopak nakleił plasterek i powiedział, że gotowe, otworzyłam oczy.
-Dziękuję- wstałam.
-Nie ma sprawy. Uważaj na siebie. Bardzo się o ciebie martwię...
-Dlaczego?- spytałam podchwytliwie.
-...bo mi się podobasz- powiedział cicho.
-Mmmm- podeszłam do niego- Wiesz, że też nie jesteś mi obojętny?- Chłopak odwrócił wzrok. Znów otarłam nogą o jego krocze- Jestem w pełni świadoma tego co robię.

Poczułam delikatne wybrzuszenie w jego spodniach- spodobało mi się to. Przybliżyłam swoją twarz do jego twarzy i oddychałam płytko. Przymknęłam oczy i poczułam jak blondyn delikatnie musnął moje wargi swoimi. Cicho jęknęłam i bardziej przywarłam do chłopaka. On natomiast coraz bardziej wpijał się w moje usta. Delikatne pocałunki przerodziły się w szaleńczą zabawę naszych języków. Poczułam, że Nataniel naprawdę mnie pociąga. Czułam się przy nim bezpiecznie.
Zwolnił tępo i opuszki jego palców delikatnie muskały moją szyję. Odgięłam ją do tyłu. Chłopak powoli przechodził z moich ust na szyję, zostawiając na niej mokry ślad. Poczułam jak zaczyna ją ssać. Tak, robił mi malinkę. Nataniel robił malinkę na mojej szyi. Znów jęknęłam, ale tym razem głośniej. Załapałam go delikatnie za krocze. Moją głowę zaprzątało jedno pytanie: Czy chcę z Natanielem stracić dziewictwo?

_________________________________________________

Ja wiem, ja wiem. Sama głupio się czuję, że nie dodawałam, mimo, że obiecywałam. Ale nie miałam czasu... Naprawdę. Ale teraz już go mam! Rozdział jest, a następny będzie niedługo. Obiecuję! <3

środa, 22 kwietnia 2015

HALO HALO!

Wszem i wobec oznajmiam, że wracam na bloga!
Wybaczcie, że nic teraz nie dodawałam, ale nie miałam czasu, szkoła, problemy osobiste i tak dalej.

Ale jestem i piszę kolejny rozdział! I mam zamiar mniej więcej regularnie dodawać posty.
WAŻNA SPRAWA!
Kiedyś również pisałam opowiadanie o sf, więc dlatego tutaj zmieniam pewną sprawę. Mianowicie chodzi mi o "kolegę" Eleny Jake. Od dziś (a raczej już od jakiegoś czasu) nie jest to Jake, ale Ethan. Mam nadzieję, że nie będzie z tym żadnego najmniejszego problemu. Tak więc dziękuję i jeszcze raz przepraszam ;/


Oczywiście pozdrawiam Sylwię i również czekam na jej rozdział! :*

sobota, 20 grudnia 2014

ROZDZIAŁ XIII

-Kastiel?!- zmierzył go wzrokiem od góry do dołu- Eleno, możesz mi to wytłumaczyć?- zwrócił się do mnie.
-Co ty tu robisz?- warknął ponownie.
-Chyba co TY tu robisz- popatrzył na niego i znów na mnie. Zasmucił się- Zresztą to nieistotne, muszę spadać.
-I dobrze- syknął czerwonowłosy i wszedł z powrotem do łazienki.
Blondyn ruszył w stronę drzwi, ale zatrzymałam go.
-Nat?- spytałam. Nie odpowiedział nic- Nat, to nie jest to co myślisz.
-Przychodzę do ciebie i zastaję Kastiela w samym ręczniku. To naprawdę nie to co myślę? I do tego nie było cię w szkole. Jego też nie.
-Ale nic między nami nie ma. Po prostu przyszedł mi pomóc. To wszystko. Przyjaciele powinni mieć do siebie zaufanie- w odpowiedzi usłyszałam tylko niewyraźny bełkot- No dobrze, a więc co chciałeś mi powiedzieć?
-Wiem co dyrektorka organizuje.
-Tak? Co takiego?
-Bal.
-Bal?
-Tak, co roku pod koniec maja szkoła organizuje bal tematyczny. Każdego roku jest inny temat.
-Jaki jest w tym?
-Tego jeszcze nie wiem, ale w poniedziałek wszystko będzie wiadome.
-Super, trzeba przychodzić w parach?
-N-nie, ale można…
-Świetnie!
-Cieszysz się?
-Tak, bal to przecież niezła sprawa! No dobrze, może chcesz zostać?
-Nie, nie mogę!- wypalił- Muszę pomóc Amber w pewniej sprawie. Pa!- rzucił i szybkim krokiem wyszedł z domu.
Powolnymi ruchami zamknęłam drzwi i zwróciłam się w stronę kuchni.
-Bu!- krzyknął, gdy tylko się odwróciłam. Odruchowo walnęłam Kastiela w twarz.
-Cholera! Co ty wyprawiasz?!
-Przepraszam! To taki odruch- skrzywiłam się- Dobrze, że przynajmniej się ubrałeś.
-Co ten dupek chciał?- zapytał.
-Nataniel. Chciał mnie poinformować o wydarzeniu, które dyrektorka organizuje.
-Znowu coś idiotycznego?
-Bal!
-Nie mów mi, że się cieszysz- powiedział z politowaniem.
-A dlaczego? To genialny pomysł! Można iść w parach, wiesz?- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Liczysz na to, że cię zaproszę?- zaśmiał się- Nie jesteśmy razem.
-Nawet nie chciałabym z tobą iść- fuknęłam.
-Nic między nami nie ma, a ja nie mam zamiaru na to iść- powiedział.
-Okej- burknęłam- Wiesz, przypomniało mi się, że musisz sobie iść.
-Wyganiasz mnie?
-No w sumie tak. Muszę coś załatwić- skierowałam go do drzwi- Dzięki za pomoc- rzuciłam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.


-Roza, co robisz dziś wieczorem?- zapytałam.
-Właściwie to nie mam niczego w planach, a co? Szykuje się jakaś imprezka?!
-Tak, czuj się zaproszona. Zgarnij Violę i widzimy się u mnie za godzinę. Wszystko przygotujemy.
-A co z zaproszeniami?
-Możesz się tym zająć. Zaproś wszystkich prócz Kastiela.
-Dlaczego? Pokłóciliście się?
-Nie, nie bardzo. Ale mam ochotę trochę się nim pobawić. Okej, to widzimy się u mnie za godzinę, pa!- rozłączyłam się.
Dziś, 20. u mnie w domu. Wpadaj jeśli masz czas, Elena.”- przeczytałam na głos treść sms'a- Okej, Ethan! I wyślij- dotknęłam palcem ekranu telefonu- Będzie niezła zabawa- zaśmiałam się.
Po 45 minutach, gdy posprzątałam cały dom, przyszły do mnie dziewczyny.
-Hej- wpuściłam je do środka- Roza, wszyscy zaproszeni?
-Wszyscy, prócz Kastiela. I wszyscy przyjdą- uśmiechnęła się- Nie zdenerwujesz się jak powiem, że niedługo ktoś przyjdzie?- widząc moje pytające spojrzenie, dodała- Lysander. W sumie miał nie przychodzić, bo jest trochę smutny, ale namówiłam go i zmienił zdanie. No i spytał się czy może przyjść już teraz, więc... Nie jesteś zła, prawda?
-Zła? Skądże! Pomoże nam- zaśmiałam się- A za ile ma być?
-Za jakieś pół godziny, mówił, że musi coś jeszcze załatwić.
-Okej, to zaczynamy przygotowania?- zapytała fioletowłosa- W ogóle co to ma być za impreza? Jak jakaś specjalna okazja?
-Może- odpowiedziałam tajemniczo i poszłam do kuchni. Dziewczyny poszły za mną.
-Może? I co to spojrzenie znaczy? Czy ty masz jakiś chytry plan?
-Ależ Rozalio! Czy ty uważasz, że mam zamiar zabawić się czyimiś uczuciami?- udałam oburzenie po czym wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-No dobra, to co robimy?
-Trzeba zakupy zrobić... Właśnie Roza, którą godzinę podałaś?
-Dwudziestą, może być?
-Jest...- spojrzałam na zegarek, który wskazywał osiemnastą- Perfekcyjnie!
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć!- podeszłam do drzwi, przekręciłam zamek i otworzyłam je szeroko. Ujrzałam wysoką postać stojącą pod słońce. Nie mogąc zobaczyć twarzy, przysłoniłam sobie oczy ręką.
-Witaj- uśmiechnął się.
-Hej Lysander, wchodź- wpuściłam go, zamykając za nim drzwi.
-Nie przeszkadzam?
-Skądże!- przytuliłam go na powitanie, na co zmieszał się i zarumienił.
-C-co ty robisz?
-Witam się- słysząc odpowiedź odwzajemnił niepewnie uścisk.
-Lysiu jak dobrze, że już jesteś- odezwała się białowłosa- pójdziesz razem z Eleną do sklepu po zakupy. Tu macie listę- wręczyła nam jakiś papierek- i szybko, szybko, mamy mało czasu!
Wzięliśmy siatki, pieniądze i wyszliśmy z domu. Chwilę szliśmy w ciszy, aż wreszcie Lysander ją przerwał:
-Z jakiej okazji ta impreza?
-Wiesz, chciałam po prostu trochę się zabawić.
-Zabawić?- zdziwił się.
-Tak, w gronie najbliższych osób.
-Z tego co słyszałem, to Roza zaprosiła więcej niż tylko najbliższe osoby...
-Bez przesady, całego miasta nie zaprosiła... Prawda?
-Nie wiem, ale z połowę na pewno- zaśmiał się.
-Nieważne. Ważne, że ty przyszedłeś- uśmiechnęłam się.
-C-co?- zmieszał się.
-Noo... Bardzo się cieszę, że chciałeś przyjść.
-Dla ciebie wszystko- powiedział cicho i niewyraźnie.
-Hm? Co mówiłeś?
-N-nic- zrobił się cały czerwony, a ja tylko zaśmiałam się pod nosem- O której to impreza się zaczyna?
-O dwudziestej- dlaczego ta rozmowa nam się nie klei?
-Bardzo ładnie wyglądasz- wypalił, po czym mało co nie zakrztusił się powietrzem.
-Wyglądam jak zawsze, ale dziękuję. To bardzo miłe- uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
Całą dalszą drogę do sklepów pokonaliśmy w ciszy. Co chwila tylko spoglądałam raz na niego, raz na listę zakupów. Kątem oka widziałam, że on również mi się przygląda gdy nie patrzę. Nie powiem, czułam się trochę nieswojo. Nie wiem dlaczego, przecież się przyjaźnimy i w ogóle...
-Słyszałeś o balu, który dyrektorka organizuje?
-Tak, świetna sprawa. Nie wiem tylko jaki temat będzie.
-Czy ty też czujesz, że rozmowa nam się nie klei?
-Tak. To chyba moja wina, przepraszam.
-Ale nawet tak nie mów, to nie twoja wina. Trzeba się wyluzować trochę- zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
Weszliśmy do sklepu w poszukiwaniu przekąsek z listy.
-Alkohol?- zdziwił się czytając ostatnią rzecz z kartki.
-Nie sprzedadzą nam. Nie ma szans.
-Nie?- uniósł jedną brew do góry- To patrz- nawrzucał do wózka najróżniejsze alkohole.
Trochę mnie to zdziwiło. Co ja gadam, ogromnie mnie to zdziwiło, nie spodziewałabym się tego po nim. Po Kasie tak, ale Lys? Rozumiem, że są najlepszymi przyjaciółmi, ale to i tak dziwne.
Normalnym krokiem podszedł do kasy, przy której stała jakaś młoda dziewczyna z blond włosami, około szesnastu, może siedemnastu lat. Podeszłam niepewnym krokiem i rzuciłam na taśmę paczkę gum. Od razu zauważyłam jak dziewczyna przygląda się Lysandrowi. Jej maślane oczy ją zdradziły. Widać, że on bardzo się jej podoba. Ciekawe tylko czy w drugą stronę też to tak działa.
Razem z Lysem zaczęliśmy wypakowywać zakupy na taśmę. Było tego sporo. Dziewczyna zaczęła wolno kasować każdą rzecz, patrząc cały czas na Lysandra. Nie spodobało mi się to.
-Lysander?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem- Mógłbyś sięgnąć tamtą paczkę dla mnie? Nie dosięgam.
-Pewnie!- powiedział i zaczął prężyć się, sięgając ręką do najwyższej półki.
Przez jego ramię spojrzałam na dziewczynę. Patrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić. Uśmiechnęłam się do niej wrednie, pokazując kto tu rządzi.
-Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się, gdy podał mi paczkę.
Blondynka skasowała już część rzeczy, a ja zaczęłam pakować je do siatek. Złapała ostatnią paczkę, po której był alkohol.
-Hej Nino, niedługo chyba gramy koncert wiesz?- zaczął, a dziewczyna spojrzała na niego nieśmiało.
-Naprawdę?- odezwała się cicho.
-Tak. Wiesz, jeśli chcesz to będziesz mogła przyjść- blondynka tak się w niego zapatrzyła, że nawet nie zwróciła uwagi na to co kasuje.
-Z przyjemnością przyjdę- uśmiechnęła się niewinnie.
Zapakowałam alkohol do toreb.
-Ile płacę?- zapytał po chwili.
-Em...- spojrzała na kasę- 250$- chłopak zrobił zmieszaną minę.
-Już daję- wtrąciłam się, wyjmując pieniądze z portfela i dając je dziewczynie.
-Dziękuję- powiedziała, patrząc na mnie z żalem i wściekłością.
-Dzięki- odebrałam paragon i zgarnęłam Lysandra.
-Do zobaczenia!- rzucił, biorąc siatki i wychodząc ze mną ze sklepu.
-Nieźle to zagrałeś- powiedziałam, gdy wyszliśmy.
-A jeśli nie udawałem?- zapytał patrząc gdzieś w daleki punkt.
-C-co?- oniemiałam- Ty tak naprawdę?
-Ale masz minę!- zaśmiał się.
-To nie było śmieszne!- skrzywiłam się, ale za chwilę mu zawtórowałam.
Prze całą drogę rozmawialiśmy o tej dziewczynie. Dowiedziałam się, że zna Lysandra z ich pierwszego koncertu, że się w nim zakochała i jest w ostatniej klasie gimnazjum.
-Często chodzisz tam do sklepu?
-Od czasu do czasu- odpowiedział szybko.
-A mi się wydaje, że trochę częściej niż od czasu do czasu- weszliśmy do domu.
-Bez przesady- sapnął, zamknąwszy za mną drzwi.
Poszliśmy do kuchni odstawić zakupy. Zaczęliśmy je rozpakowywać. Przyszły dziewczyny.
-No no, powiem ci, że masz całkiem niezłe ubrania!- zawołała Violetta.
-Tak, a co najważniejsze masz seksowną bieliznę!- krzyknęła białowłosa, biorąc puszkę coli z siatki.
-Rozalio!- upomniałam ją. Zobaczyłam całą czerwoną twarz Lysandra. Za chwilę zza rogu wyłonił się również czerwony Nataniel.
-Hej Eleno...
-Hej Nat, co tu robisz?
-Przyszedłem trochę szybciej, nie przeszkadza ci to?
-Nie skądże- spojrzałam na wściekłego białowłosego- mi nie. A teraz Rozalio, mogę cię prosić na stronę? Ciebie też Violu.
Zostawiłam chłopaków w kuchni i poleciłam im rozpakowanie wszystkich toreb. Z dziewczynami poszłam do salonu.
-Roza proszę, czy mogłabyś chociaż nie przy chłopakach?
-Przecież to nic takiego!- oburzyła się.
-Wiesz... Wydaje mi się, że Elena ma racje. To było trochę... nietaktowne.
-No dobra, już dobra! Ale nieważne! Jest ważniejsza sprawa!
-Jaka?- zapytałam.
-Kastiel- ucięła.
-Co?!
-Był tutaj. Chciał z tobą pogadać. Teoretycznie go spławiłyśmy, ale wydaje nam się, że chyba tu jeszcze przyjdzie...
-Ale o imprezie nic nie wie?
-Noo...
-Roza proszę cię!
-Powiedziałam tylko, że mamy piżama party! We trzy! No i... wydaje mi się, że przyjdzie.
-Oby nie- westchnęłam.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
_________________________________________________

Po długim czasie, ale jest! Mam nadzieję, że jutro dodam następny! <3